Wydarzenia

Relacje

Nekrolog – Jan Trojanowski

Dobry bój bojowałem, biegu dokonałem, wiarę zachowałem; a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście Jego” (2 Tm 4,7-8).

W dniu 6 stycznia 2019 roku zakończył swoją ziemską pielgrzymkę Jan Trojanowski – współzałożyciel i wieloletni starszy zboru w Szczecinie. Jego życie na „planecie Ziemia”, jak zwykł mawiać, trwało ponad 85 lat.

Swoją wędrówkę rozpoczął 10 sierpnia 1933 roku w Wiśniczu (niedaleko Bochni) jako syn Marii i Andrzeja Trojanowskich, oraz młodszy brat Tadeusza Trojanowskiego. Lata dzieciństwa i młodości spędził w rodzinnym domu w Lipnicy Górnej, w którym również co sobotę odbywały się nabożeństwa wzrastającej w liczebność grupy adwentystów dnia siódmego, później zboru. Jego ojciec, Andrzej, mimo ciężkiej, fizycznej pracy na roli, niestrudzenie działał wśród lokalnej społeczności, opowiadając o Jezusie. Chrześcijańska postawa jego ojca świadcząca o głębokiej relacji z Chrystusem, miały bardzo duży wpływ na Janka i jego wychowanie. Sam Janek mówił o swoim dzieciństwie i nastoletnich czasach, że był trudnym dzieckiem, przez wielu spisanym na straty, jednak na całe szczęście w jego ówczesnym życiu pojawili się „Akwile i Pryscylle”, których mozolna praca kształtowała młodego Janka. Dzięki uczeniu się na pamięć, już od najmłodszych lat, tekstów  biblijnych na każdą szkółkę sobotnią dla dzieci, Janek znał prawie pół Biblii na pamięć.

Nowy rozdział w życiu brata Jana rozpoczął się po przybyciu do nadodrzańskiego Szczecina. To właśnie z tym miastem związał resztę swojego życia. Tutaj, w 1959 roku podczas budowy jednej ze szczecińskich szkół, na której był betoniarzem poznał swoją żonę Dominikę (przez przyjaciół zwaną Danusią), która obsługiwała windę dowożąc cegły i belki stropowe pracownikom budowy. Krótko po ślubie oboje małżonków musiało zmierzyć się z wieloma problemami. Jednym z nich był brak mieszkania, jednak tutaj z pomocą pośpieszyła zaprzyjaźniona rodzina Bazajów z Przęsocina. W tym czasie na świat przyszedł ich pierworodny – Jarek, a trzy lata później – Włodek. Rodzina Trojanowskich otrzymała na własność budynek przy ul. Śremskiej 1 w pobliżu Puszczy Bukowej i osiedliła się w nim na stałe. Któż z nas nie był w tym niezwykłym domu, naprzeciwko którego widniał własnoręcznie zrobiony przez Janka, słoneczny napis „Uśmiechnij się”? Ten dom był zawsze otwarty dla wszystkich, tak jak i serce brata Jana. Tam gdzie była potrzeba, tam pojawiała się oferta pomocy, otuchy, nawet jeśli chodziło o zorganizowanie przyjęcia weselnego w domu! Tak było w przypadku Danusi i Romka Waszczuków, których wesele odbyło się właśnie na Śremskiej 1. Lata mijały, a rodzina wciąż się rozrastała, najpierw o synowe – dwie Anie, a później o wnuki – Agnieszkę, Sarę i Michała.

Zawodowo brat Jan był konserwatorem neonów w reklamie, jednak jego pasją były natura i poezja. Przy swoim domu miał własny ogród, którego doglądał i starannie uprawiał, co wciąż przypominało mu o prawdziwym pochodzeniu człowieka. Mógł godzinami opowiadać jak wspaniale Stwórca zaprojektował orzechy, jabłka, kłosy zbóż… W licznych felietonach, które pisał i z którymi był kojarzony przez czytelników Głosu Adwentu Znaków Czasu wiele lat (m.in. „Wspomnienia porosłe mchem”), często opisywał piękno przyrody, a zjawiska w niej zachodzące odnosił do ludzkiego życia: „…bądź takim małym ogrodem, w którym są drzewa owocowe, kwitną kwiaty wdzięczności […], a pod rozłożystą jabłonią stoi ławeczka dla zmęczonego i zniechęconego przechodnia. Gospodarzu małego ogrodu, miej oczy pełne życzliwości i przyjazny uścisk dłoni, a twarz jak ciepłe promienie porannego słońca, w którym kiełkuje nowa nadzieja dla zniechęconego. […] Mały ogród mój i twój a może oaza na pustyni?…” („Ogród”).

Janek nie ukończył żadnej ziemskiej uczelni wyższej, jednak ukończył tą niebiańską, która ma moc nadawania tytułów o wielokrotnie wyższej wadze niż ta ziemska. W dowód uznania za wieloletnią oddaną służbę w Kościele, brat Jan otrzymał w 2005 roku honorowy tytuł licencjata teologii adwentystycznej nadany przez Senat Wyższej Szkoły Teologiczno-Humanistycznej w Podkowie Leśnej.

Dewizą życiową Janka było: „Twórz proste piękno na Twojej ulicy życia. Zobacz drugiego człowieka obok siebie”
(„Od serca do serca”). O Janku pisać można wiele, bowiem jego życie przepełnione było służbą i działaniem dla drugiego człowieka. Przez prawie 20 lat odwiedzał zakłady karne i inne jednostki penitencjarne aby docierać z ewangelią do serc ludzi zamkniętych dla zewnętrznego świata. Pomagał odnaleźć się w życiu tym z więźniów, którzy wyszli na wolność. Jan Trojanowski to też wieczory uwielbienia i wieczory wspomnień, które organizował; to również spotkania popołudniowe w jego ogrodzie i spotkania młodzieżowe w jego domu; to także czasy rozpowszechniania Biblii na wschód wespół z przedstawicielami innych kościołów; w końcu, to również jego szeroki uśmiech ofiarowywany każdemu, z kim miał okazję rozmawiać. Wszystko co robił było codzienną ofiarą składaną Bogu, niczym miła woń płynąca w wprost przed tron Boga w niebie. Sercem związany był ze zborem w Szczecinie.

Głębokim ciosem i nieodżałowaną stratą była dla niego śmierć jego małżonki, która zmarła w wieku 58 lat, w 1997 roku. „Zamknięta została księga i złożona w archiwum nieba, nic już tam nie można dodać, nic ująć; są tam ciepłe promienie słońca i groźne burze życia, to wszystko, z czego się składa nasze życie” – pisał brat Jan wspominając dzień rozstania ze swoją Dominiką. Po niespełna 22 latach od jej śmierci została zamknięta również jego księga. Janek nie bał się śmierci. Zawsze mówił o niej ze spokojem i nadzieją zmartwychwstania. Często powtarzane przez niego słowa dotyczyły jednego z ostatnich wersetów Biblii: „…Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap. 22,20).

Uroczystość pogrzebowa odbyła się 14 stycznia na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie, a prowadzili ją pastorzy  Władysław Kosowski oraz Tytus Gudzowski. W trakcie nabożeństwa w kaplicy cmentarnej odczytane zostały pisemne kondolencje składane rodzinie przez Zarząd Diecezji Zachodniej i Zarząd Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Dla licznie zebranych znajomych, przyjaciół i rodziny pożegnanie Janka było czasem refleksji, smutku, ale też nadziei i pokoju. Jako zbór w Szczecinie mamy głębokie pragnienie spotkać się w niebie z naszym kochanym Jankiem – oby ten dzień nastąpił wkrótce! Przyjdź, Panie Jezu!

 

Zobacz powiązaną galerię: