Znaki poprzedzające przyjście Chrystusa

Wyobraź sobie, że posiadłeś świadomość daty końca świata!

 

 
 
Znajomość daty końca świata i sposób, w jaki koniec ten nastąpi, interesuje już dziś wielu ludzi. Z pewnością także spora grupa osób, gdyby tylko mogła wiedzieć jakie wydarzenia będą poprzedzać pojawienie się u nich jakiejś choroby lub nawet ich śmierci, zmieniłaby swoje życie widząc, że to co miało je poprzedzić, wypełnia się właśnie teraz.
 
Jak to jest ze spojrzeniem Biblii na temat końca świata? Czy Jezus mówił coś na ten temat? Czy podał jakieś znaki, które poprzedzą koniec historii ziemi? Czy powinniśmy zmienić coś w swoim życiu w oczekiwaniu tego wydarzenia?
 
Już apostołowie wiedzieli, że koniec świata nastąpi z chwilą przyjścia Chrystusa na ziemię. Najprawdopodobniej wiedzę tę posiadali od samego Zbawiciela, jako wynik wspólnych z Nim rozmów. Pewnego dnia zadali Mu takie pytanie: 
 
„Powiedz nam kiedy to się stanie i jaki będzie znak twego przyjścia i końca świata” (Mt 13,3).
 
Widzimy tu wyraźnie, że uczniowie łączą przyjście Chrystusa z końcem świata. Pytanie to zapoczątkowało wielkie kazanie Jezusa na temat znaków poprzedzających powrót Pana i zakończenie grzechu na ziemi. Udajmy się więc teraz do dwudziestego czwartego rozdziału Ewangelii Mateusza, by przyjrzeć się temu, co ze swej proroczej wiedzy ujawnił nam Jezus.
 
 
Znaki w świecie religijnym
 
 
Ewangelia Mateusza 24,4.5 – Jezus ostrzegał przed fałszywymi mesjaszami. Jest to jeden z najczęściej wymienianych znaków powrotu Chrystusa (patrz wiersze 11,23-27). I rzeczywiście, po śmierci Chrystusa pojawiło się około 20 nauczycieli, mówiących, że to oni są prawdziwym Mesjaszem. A i dziś obserwujemy wiele cudów i zwiedzeń. Dla przykładu: w roku 1967 w Odwar w Indiach narodził się chłopiec o imieniu Maharajah-ji. Jego ojciec miał grupę wyznawców w tym kraju w liczbie 6 mln osób. Należeli oni do ruchu o nazwie „Misja Boskiego Światła”. Kiedy ów chłopiec dorósł, przejął prowadzenie tego ruchu. Pewnego dnia udał się w podróż po krajach trzeciego świata, odwiedzając przy okazji Los Angeles. Na lotnisku witało go siedmiu członków jego ruchu. Dwa lata później, gdy ponownie odwiedził Stany Zjednoczone, lotnisko było oblegane przez 20 000 jego naśladowców. Co powodowało taki wzrost? Maharajah-ji posiadał kapłanów, którzy osobom „nawróconym” wkładali palce do uszu a ci słyszeli niebiańską muzykę; dotykali palcami ich języków a ci kosztowali niebiańskiego nektaru; wreszcie kładli palce na ich oczy i zstępowało na nich boskie światło o niewyobrażalnych kolorach. Jeden z uczestników tego przeżycia w wywiadzie dla lokalnej gazety stwierdził: „Jak mogę wierzyć Biblii bardziej, niż temu, co przeżyłem. Przecież nie mogę zaprzeczyć temu, co widziały moje oczy, słyszały moje uszy i smakował mój język”. 
 
 
Znaki w świecie politycznym
 
 
Ewangelia Mateusza 24,6 – Pojawienie się wojen miało być jednym ze znaków rychłego przyjścia Jezusa. Ale ktoś może powie: „Wojny były zawsze, odkąd istnieje ludzkość! Czy możemy je traktować jako szczególny znak szczególnych czasów…?”
 
Winston Churchill wypowiadając się o I wojnie światowej powiedział takie słowa: „Wojna ta była odmienna od wszystkich wojen klasycznych… i od wszystkich wojen nowoczesnych. Wszystkie okrucieństwa i okropności wszystkich stuleci zostały w niej skomasowane i zgromadzone w jedną całość (…) Całe społeczeństwo brało udział w wojnie. W takiej sytuacji nie znalazł się rodzaj ludzki nigdy przedtem”.
 
Od roku 1960 do 1990 na świecie wybuchło ponad 40 nowych konfliktów zbrojnych i wojen. Ale to nie wszystko. Według słów Zbawiciela wojny nie są końcem szczególnych znaków (Mt 24, 6-7). Wiersz siódmy rozgranicza bowiem walki między królestwami (jak to było w I i II wojnie w światowej), od walk między narodami, jak miało to miejsce np. w Jugosławii, gdzie w ramach jednego „królestwa” walczyły różne narody. 
 
Do tego dochodzi również fakt, iż Biblia przepowiedziała szczególne działania ludzkości na rzecz pokoju: „Gdy mówić będą: ‘pokój i bezpieczeństwo’, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną i nie umkną” (I Tes 5,3). W żadnym stuleciu nie powołano tylu specjalnych komisji, nie zorganizowano tylu światowych konferencji oraz nie wydano tylu pieniędzy na utrzymanie pokoju, co w naszym stuleciu. Co ma się stać, kiedy narody będą mówić: „pokój i bezpieczeństwo”…?
 
 
Znaki w świecie społecznym
 
 
„…i będzie głód i mór…”. Mór oznacza zarazę lub epidemię. Jezus przepowiedział więc plagi głodu i chorób na niespotykaną dotąd skalę.
 
Zaraz po pierwszej wojnie światowej i w jej wyniku (rok 1918/1919) rozszerzyła się na cały świat epidemia grypy znanej jako „influenca”. Zginęło wtedy co najmniej 20 mln osób! Encyklopedia Britannica nazywa to „dodatkiem do tragedii i tak już tragicznych lat”. Nie trzeba chyba przypominać, że AIDS jest specyfikiem epidemii, która pojawiła się jako nieznana od dziesiątków lat choroba. Ciekawostką jest także to, że sposób przenoszenia się tej choroby ma związek z niemoralnym stylem życia. 
 
Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę słowa Chrystusa dotyczące głodu na świecie, to w latach dwudziestych tego stulecia miała miejsce prawdziwa epidemia głodu w północnych Chinach. Ponad 12 mln ludzi puchło i umierało z głodu! D.O. Lively nazywa ją „największą tragedią ludzkości w dotychczasowej historii świata”. Pomyśl: 60% mieszkańców ziemi jest stale niedożywionych! W Indiach, kraju liczącym ok. 750 mln ludzi, 2/3 mieszkańców głoduje lub niedojada! Nigdy świat nie znał tak nienormalnych uwarunkowań. 
 
W ciągu 15 minut, które poświęciłeś na przeczytanie tego artykułu, na świecie, z powodu głodu, umrze 1000 osób! Rocznie umiera ich tyle, że gdyby ułożono je na stosie, miałby on wysokość 400km! Gdybyś chciał je zliczyć, musiałbyś robić to przez 15 miesięcy – bez przerwy (dzień i noc)!
 
Współczesna statystyka pokazuje nam, że problem głodu stanowi dziś szczególny problem. Według specjalistów agronomii obecny świat nie jest w stanie wyżywić każdego mężczyzny i każdej kobiety, jacy żyją na ziemi, a liczba głodujących osób wzrasta każdego roku.
Znaki w świecie przyrody
 
„…i będzie głód i mór, a miejscami trzęsienia ziemi”.
 
Dziennikarz Alozo L. Baker, donosi w swych sprawozdaniach: „W ciągu pięćdziesięciu lat wydarzyło się więcej trzęsień ziemi, niż w ciągu ostatnich 850 lat”.
 
Z niczym nie da się porównać kataklizmu, który miał miejsce w Chinach w roku 1920, w prowincji Kantu. Straciło tam życie w ciągu jednej nocy 100.000 istnień ludzkich. Ciągle słyszymy wieści o nowych erozjach i trzęsieniach ziemi, i pewnie będziemy jeszcze nie raz o nich słyszeć. 
 
 
Znaki w świecie ekologicznym
 
 
Objawienie Jana 11,18 – Pojęcie niszczenia ziemi nie istniało jako problem nawet w XIX wieku. Zagrożenia związane z rozwojem przemysłu były tak nowe i świeże, że nikt się nad nimi nie zastanawiał. Problem niszczenia ziemi jest problemem głównie XX wieku. W czasach apostoła Jana, który pisał te słowa, problem ten nie istniał w ogóle. Po co więc miałby o tym nadmieniać, jeśli jego świat tego nie rozumiał? Czy nie jest to znakiem i proroctwem spisanym dla nas? Ekolodzy doszli do przekonania  na bazie różnych obserwacji, że planeta ziemia osiągnęła „punkt nieodwracalny”, tzn. że nie jesteśmy już w stanie zatrzymać procesu zniszczenia ekologicznego ziemi. Możemy go jedynie spowolnić. Czy obywatelom żyjącym jeszcze w XIX w. „śnił” się taki problem?
 
 
Istnienie naśmiewców
 
 
Biblia podaje, że w czasach ostatecznych pojawią się naśmiewcy, którzy mimo wielu dowodów kpić będą z powagi czasu, w jakim żyjemy. 
 
Pewien pastor prowadząc wykłady biblijne, realizował właśnie spotkanie poświęcone znakom powtórnego przyjścia Jezusa. Kiedy omówił niektóre ze znaków czasu, jakiś mężczyzna wstał stwierdzając: „To, co pan przedstawia tutaj jest śmieszne. Wszystkie te wydarzenia są, były i będą, i nie należy ich traktować jako zapowiedzi końca świata. Za czasów mojego ojca ludzie wierzyli w koniec świata i za czasów jego ojca także. A jak widzimy świat istnieje do dziś. Jeśli chce mnie pan przekonać, to musi pan przedstawić mocniejszy dowód”. Pastor odpowiedział temu mężczyźnie: „Dobrze, przedstawię panu ten dowód – pan nim jest”. Po czym otworzył Biblię i przeczytał tekst z drugiego listu Piotra 3,3.4: „Wiedzcie przede wszystkim to, że w dniach ostatecznych przyjdą szydercy z drwinami, którzy będą postępować według swych własnych pożądliwości i mówić: Gdzież jest przyobiecane przyjście jego? Odkąd bowiem zasnęli ojcowie, wszystko tak trwa, jak było od początku stworzenia”.
 
 
Znaki w świecie przyrody i wielki ucisk
 
 
Pewnego dnia Jezus rzekł do faryzeuszy: „Gdy nastanie wieczór mówicie: ‘Będzie pogoda, bo się niebo czerwieni’, a rano: ‘dziś będzie niepogoda, bo się niebo czerwieni i jest zachmurzone’”. Po czym zadał im pytanie: „Oblicze nieba umiecie rozpoznać, a znamion czasu nie potraficie?” (Mt. 16,2.3)
 
Czy potrafisz rozpoznać znamiona czasów, w jakich żyjesz? Zapewne potrafisz rozpoznawać znaki przyrody, ale czy potrafisz rozpoznać znaki czasu? To coś o wiele więcej! Jezus nie pozostawił także naszego pokolenia bez tej odpowiedzi.
 
W Ewangelii Mateusza 24,21.11 czytamy o wielkim ucisku, jaki nastanie na ziemi. Gdyby nie był skrócony ten czas, nie ocalałaby żadna istota. Ludzkość zna taki okres. Był to czas ciemnego średniowiecza, które panowało od 538 r n.e. do 1798 r. n.e., a więc 1260 lat! Źródła podają, że zginęło w tym czasie około 100 do 150 mln ludzi (!) na skutek prześladowań religijnych. Po tym okresie miały nastąpić najbardziej widowiskowe znaki czasu… Oto one:
 
Ewangelia Mateusza 24,29 (patrz także Objawienie Jana 6,12): - wymienione zostały tu trzy rzeczy: trzęsienie ziemi (po czasie ucisku), zaćmienie słońca i zaczerwienienie się księżyca na kolor krwi oraz spadanie gwiazd.
 
Czy historia odnotowuje te wydarzenia? Czy miały one miejsce w dalekiej i odległej historii, czy też raczej bliskiej?
 
Pierwsze wydarzenie miało miejsce 1 listopada 1755 roku (prześladowania średniowieczne ustały na szeroką skalę po roku 1750. A więc „po udręce owych dni’ następuje pierwszy znak). Trzęsienie ziemi jakie miało miejsce w Lizbonie było niesamowite. Geolog i fizyk, prof. W. H. Hobbs pisze o tych zjawiskach w książce „Trzęsienie ziemi” (s.142,143):
 
„Wśród znaków, które w czasach historycznych zaobserwowano w królestwie Portugalii, zjawisko z dnia 1 listopada 1755 roku zasługuje na największą uwagę ze wszystkich wiadomych trzęsień ziemi. W ciągu sześciu minut 60.000 ludzi poniosło śmierć na miejscu”.
 
Trzęsienie to i jego skutki objęły obszar 7 mln km2, bijąc wszelkie dotychczasowe rekordy. Naoczni świadkowie opowiadają, że Lizbona, która jest miastem portowym zagrożona została najbardziej. Mieszkańcy widząc spadające ściany domów uciekli na plażę i na molo. Niedługo potem może cofnęło się i wróciło falą o wysokości 300m grzebiąc wszystkich i wrzucając ogromne statki w sam środek miasta. Skutki trzęsienia odczuwane były w prawie całej Europie, na północy Afryki, w Ameryce, a także na południu Polski. W „Życiu Woltera” Jakub Parton pisze: 
 
„Połowa świata doszła do stanu niemalże konwulsji. Był to wstrząs niebywały. W najdalszych częściach Europy oczekiwano lada chwila czegoś podobnego, co wydarzyło się w Lizbonie”.
 
Inny kronikarz pisał:
„Trzęsienie ziemi skłoniło ludzi do rozmyślań. Kościoły wypełniły się po brzegi, ludzie zwrócili się myślą ku Bogu”.
 
Teraz drugi znak – zaćmienie słońca i zaczerwienienie się księżyca. Miało to miejsce 19 maja 1780 roku.
 
Słownik Webstera z roku 1883 pod hasłem „ciemny dzień” podaje: „Ciemny dzień – 19 maja 1780 roku (…) nazywamy tak z powodu wielkich ciemności, jakie rozpostarły się nad całą niemal Nową Anglią… Zaćmienie słońca rozpoczęło się o 10 rano i trwało aż do północy następnej nocy (…) Prawdziwa przyczyna tego zdumiewającego fenomenu nie jest znana”.
 
Wiemy bowiem, że aby mogło nastąpić zaćmienie słońca, słońce, księżyc i ziemia muszą ustawić się w jednej linii tak, aby księżyc zasłaniał światło słoneczne na ziemi. Tymczasem dnia tego słońce, ziemia i księżyc ustawione były do siebie pod kątem 110°! Astronomiczne zaćmienie słońca było niemożliwe i nikt nie potrafi do dzisiaj tego wytłumaczyć!
 
Ciemności jakie wówczas zapanowały, spowodowały wielkie przerażenie wśród ludzi. Ciemności około południa były już tak gęste i nieprzeniknione, że zapalano lampy i świece, bydło ryczało na polach sądząc, że nadchodzi zmierzch, a kury schodziły się do kurników. Setki tysięcy ludzi ogarnęło jedno, nie umówione przecież wcześniej uczucie – nadchodzi koniec świata. Było to wielkie i straszne zjawisko.
 
Gdy ciemności odeszły, na niebie ukazał się księżyc w pełni, który był czerwony jak krew.
 
Trzecim niezwykłym wydarzeniem miało być spadanie gwiazd, które nastąpiło po ciemnym dniu: „słońce się zaćmi i… gwiazdy niebieskie zaczną spadać na ziemię, i moce niebios zostaną poruszone” (Mt. 24,29)
 
I tak właśnie było. 53 lata po ciemnym dniu, rankiem 13 listopada 1833 roku obserwowano spadek największej ilości gwiazd jakie do tej pory się zdarzyły. Prof. S. Niewcomb w książce „Astronomia dla każdego”, porównując to zjawisko do spadania meteorów w innych okresach dochodzi do wniosku, że było to najdziwniejsze wydarzenie, jakie w ogóle zaobserwowano na niebie. W pobliżu konstelacji Lwa, z jednego krańca nieba aż po drugi widać było poruszenie i jakby zmianę kierunku, coś w rodzaju fenomenu astronomiczno-kosmogonicznego. Wzrok ludzki nigdy dotychczas czegoś podobnego nie oglądał. 
 
Znany autor F. Douglas w książce „Moja niewola i wyzwolenie” (str. 186), pisał:
 
„Obserwowałem to zjawisko i byłem nim przejęty do głębi. Powietrze wydawało się być przesycone ogniem i iskrami świetlnymi, niemalże płonęło od blasków. Blaski te wypełniały cały firmament niebieski. O zmroku zobaczyłem tę przedziwną scenę i choć nikt nie sugerował mi niczego, od razu przygotowałem się na przybycie Syna Bożego, od razu widziałem w nim swego zbawiciela. W myśli czytałem, że gwiazdy będą spadać z nieba, że oto już spadają… Patrzyłem, słuchałem, chłonąłem pełną piersią to niebywałe zjawisko”.
 
Oto inne relacje:
„…dzień 19 maja 1780 roku upamiętnił się w historii niewytłumaczalnym zaćmieniem całego widzialnego nieba i atmosfery w Nowej Anglii.”(1) „Po północy ciemność znikła, a kiedy księżyc pokazał się, był początkowo koloru krwi.”(2) Podobnie także w dniu 13 listopada 1833 roku miał miejsce inny fenomen, związany ze spadaniem gwiazd, które tak oto zostały opisane przez naocznego świadka: „Nie można było zobaczyć lepszej ilustracji drzewa figowego, zrzucającego swoje figi, gdy nim wstrząśnie gwałtowny wiatr.”(3)
 
Kiedy wchodzimy do lasu i dostrzegamy na drzewach żółknące liście, czego jesteśmy pewni? Lato się skończyło i nadchodzi jesień. Skąd ta pewność? Z prawidłowości przyrody, która cyklicznie każdego roku powtarza się w swoim zachowaniu. „Jeśli było tak rok temu, tak samo będzie i teraz” – myślimy. I słusznie. Jezus mówi o nas takie słowa:
 
„A od drzewa figowego uczcie się podobieństwa – gdy gałąź jego już mięknie i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie to wszystko, wiedzcie, że blisko jest, tuż u drzwi” (Mt 24,32.33)
 
Ktoś może jednak powiedzieć, że w przyrodzie pewne rzeczy zdarzają się cyklicznie i dlatego rzeczywiście możemy mieć pewność, iż następnego roku będzie podobnie. Natomiast „znaki” przepowiedziane przez Jezusa nie powtarzały się cyklicznie. Skąd możemy wiedzieć, że są prawdą i stanie się to, co przepowiadają?
 
 
Prawdziwość słów Jezusa
 
 
Jezus pragnie, abyśmy i w tej kwestii nie mieli żadnych wątpliwości. W tym celu zapowiedział „mniejsze” wydarzenie, które miało być dowodem na to, iż to większe, jakim jest koniec świata, również się spełni. Posłuchajmy słów Jezusa i Jego uczniów:
 
„A gdy Jezus opuszczał świątynię i odchodził, przystąpili uczniowie jego, aby mu pokazać zabudowania świątyni. A on odpowiadając, rzekł do nich: ‘Czy nie widzicie tego wszystkiego? Zaprawdę powiadam wam, nie pozostanie tutaj kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony. A gdy siedział na Górze Oliwnej, przystąpili do niego uczniowie na osobności, mówiąc: ‘Powiedz nam kiedy to się stanie… (zburzenie świątyni i Jerozolimy) (Mt 24,1-3). Jezus odpowiedział „Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie” (Mt 24,34).Następnie dodał: „Kiedy ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wiedzcie, że przybliżyło się jej zburzenie. Niechaj wtedy ci, którzy będą w Judei uciekają w góry. Kto znajdzie się w mieście niech wyjdzie, a  kto na wsi będzie niechaj nie wchodzi do miasta. Gdyż dni te to dni odpłaty, aby się wypełniło wszystko, co jest zapisane”. (Łk 21, 20-22)
 
Czterdzieści lat po śmierci Chrystusa nadeszła chwila odpłaty za odrzucenie Pana Chwały. Naród Żydowski wybrał sam swój los mówiąc: „Krew Jego na nas i na głowy naszych dzieci”. W 66r. n.e. Cestus otoczył miasto i obległ je. Z niewiadomych nam przyczyn postanowił jednak się wycofać i odstąpić od Jerozolimy, mimo, że już trzymał miasto w pierścieniu oblężniczym. Gdy ujrzeli to Żydzi, otworzyli bramy miast i ruszyli w pogoń za Rzymianami, zadając w górach nadzwyczaj ciężkie straty wojskom Cestusa. Wybiła więc wielka godzina zwycięstwa dla Żydów. I tu niespodziewanie, posłuszni słowom Chrystusa uczniowie opuścili miasto i schronili się w małej osadzie Pelle na wschód od Jordanu, gdzie żyli spokojnie przez szereg lat. Czemu to zrobili, skoro był to najodpowiedniejszy moment do pozostania w mieście, a nie do przebywania poza nim, gdzie groziło wiele niebezpieczeństw? Otóż im wystarczyły słowa Chrystusa; wyszli z miasta przez wiarę.
 
Niecałe cztery lata później (70r. n.e.), wojska rzymskie pod dowództwem Tytusa wróciły pod Jerozolimę i otoczyły ją szczelnym pierścieniem, który już się nie rozluźnił. Po pięciu latach oblężenia miasto padło. Ostatni obrońcy schronili się w świątyni. Tytus pragnął ocalić ten obiekt o niezwykłej wartości i rozkazał swoim żołnierzom takie prowadzenie walki, by nie zniszczyć budowli. Jakiś żołnierz nie wytrzymał napięcia i rzucił zapaloną pochodnię do środka komnaty, w której bronili się powstańcy, Wskutek tego działania, cała świątynia zajęła się od ognia. Złoto, którym były powleczone ściany i sprzęty, powtapiało się między kamienne bloki. Rzymscy żołnierze chcąc wydobyć złoto, zwalali kamień po kamieniu tak, że nie zostało dziś ze świątyni nic prócz słynnej „ściany płaczu”. Według historyka żydowskiego Flawiusza zginęło wtedy 1.100.000 osób, a 97.000 poszło do niewoli. Nie zginął natomiast żaden wierzący chrześcijanin. Wiara w słowa Chrystusa ocaliła ich. Proroctwo o zburzeniu Jerozolimy spełniło się jako proroctwo o „zburzeniu” świata.
 
 
 
DODATKOWE INFORMACJE
 
 
Występowanie zjawisk sejsmicznych przed przyjściem Chrystusa:
 
Ewangelia Mateusza:
„Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciw królestwu, i będzie głód, i mór, a miejscami trzęsienia ziemi (σεισμοι)”;
 
Ewangelia Marka:
„Powstanie bowiem naród przeciwko narodowi i królestwo przeciwko królestwu i będą miejscami trzęsienia ziemi (σεισμοι), będzie głód. To jest początek boleści”;
 
Ewangelia Łukasza:
„I będą wielkie trzęsienia ziemi (σεισμοι τε μεγαλοι), i miejscami zarazy, i głód, i straszne widoki, i znaki ogromne z nieba”.
 
Wymienienie przez Chrystusa trzęsienia ziemi, jako znaku wyróżniającego się wśród innych zjawisk przyrodniczych, oraz informującego tym sposobem o rychłym przyjściu Chrystusa, jest przez wielu bardzo poważnie kwestionowane poprzez stawianie argumentu, że zjawiska takie od zawsze występowały w świecie przyrody i jako takie nie są, i nie mogą być, pod tym względem niczym szczególnym. Spróbujmy rozważyć to zagadnienie przy użyciu współczesnej wiedzy egzegezy biblijnej oraz przy użyciu współczesnych metod badania zjawisk sejsmicznych.
 
 
Egzegeza biblijna
 
Ewangelie: Mateusza 24,7 i Marka 13,8 używają w oryginale słowa trzęsienie zwrotu seismoi, które oznacza liczbę mnogą. Oznacza to występowanie wielu lub bardzo wielu trzęsień ziemi w czasie, o którym wspomina Chrystus. Dodatkową wskazówką jest dla nas zapis z Ewangelii Łukasza 21,11, gdzie Chrystus mówiąc o występowaniu trzęsień ziemi wspomina o tym, że będą one wielkie. 
 
O dużej liczbie wstrząsów na naszej planecie informują nas dzisiaj dokładnie przyrządy pomiarowe jakimi są sejsmometry. Rozmieszczone na ziemi stacje sejsmiczne rejestrują każdego roku w przybliżeniu 1mln podziemnych wstrząsów o różnej sile. Około 10 tys. z nich powoduje zniszczenia, a 10 jest katastrofalnych (4). Możemy spierać się tutaj o to, że na dobrą sprawę sejsmograf został wymyślony dopiero na początku XX wieku, więc nie posiadamy punktu odniesienia. Ale z drugiej strony możemy dokonać interesującego nas porównania na inny sposób. Otóż, jak nam wiadomo, wiek XIX to okres intensywnego rozwoju nauki, prowadzenia badań i dokonywania odkryć oraz prowadzenia notatek. Z tego też okresu, jako nieodległego naszym czasom, pochodzi wiele zapisów naukowych, w tym także historycznych. I tu właśnie znajdujemy potwierdzenie i argumenty dla naszej tezy. Wiek XIX bowiem nie przekazuje nam tak wielu sprawozdań o zjawiskach sejsmicznych jak odnotowujemy to w wieku XX, chociaż jest to nieodległy czasowo okres. 
 
Łączna suma największych tragedii związanych z trzęsieniami ziemi XX wieku wynosi 18 przypadków, a suma ofiar zamyka się liczbą 1 503 500 osób! Podczas gdy noty pochodzące z XIX wieku podają zaledwie kilka przypadków! Dziennikarz Alozo L. Baker donosi w swych sprawozdaniach:
 
„W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat wydarzyło się więcej trzęsień ziemi, niż w ciągu ostatnich 850 lat”(5). Nie ulega wątpliwości, że słowa Chrystusa wypełniają się na naszych oczach.
 
 
Zapisy historyczne
 
Z punktu widzenia „teologii sejsmicznej” interesującym wydaje się być także tekst z Objawienia Jana rozdział 6, wiersz 12. Oto co w nim znajdujemy: „I widziałem, gdy zdjął szóstą pieczęć, że powstało trzęsienie ziemi i słońce pociemniało jak czarny wór, a cały księżyc poczerwieniał jak krew”.
 
Opis biblijny umieszcza wspomniane wyżej trzęsienie ziemi i wspomina o tym, że wydarzy się ono w czasie trwania szóstej pieczęci (jak wiemy siódma pieczęć jest ostatnią z wymienionych przez Biblię i oznacza powtórne przyjście Chrystusa), a więc przed powtórnym przyjściem Jahwe. Dodatkowo owe trzęsienie ziemi ma być szczególnie łatwe do rozpoznania, ponieważ wystąpi ono w otoczeniu innych niezwykłych zjawisk przyrody, takich jak zaćmienie słońca oraz zaczerwienienie się księżyca. Tekst biblijny używa w oryginale sowa seismos, co wskazuje na liczbę pojedynczą zjawiska, a nie na serię trzęsień ziemi, które przepowiedział poniekąd Pan Jezus na innych miejscach Pisma. Ma więc być to jedno, szczególne i łatwo rozpoznawalne trzęsienie ziemi.
 
Czy znajdziemy dokładne wypełnienie tego proroctwa? Wszystko wydaje się wskazywać na to, że tak. „Źródła historyczne przekazują opisy licznych tragedii, jakie w przeszłości dotknęły mieszkańców naszej planety. W Europie największą katastrofą sejsmiczną było trzęsienie ziemi w Lizbonie.
 
Piękny słoneczny poranek 1 listopada 1755 roku był dla bogatej Lizbony tamtych czasów dniem ostatnim. Około godziny 9 rano rozdzwoniły się dzwony kościołów nie tylko na poranną mszę. Zaczynało się trzęsienie ziemi (6). Poranne nabożeństwa przerwał gigantyczny wstrząs podziemny. W gruzy zamieniły się kamienice, pałace i świątynie grzebiąc dziesiątki tysięcy ludzi. O godz. 10.00 nastąpił powtórnie wielki wstrząs, dwie godziny później – trzeci.
 
Dzwony wielu kościołów Europy rozdzwoniły się same, jakby niosąc straszną Hiobową wieść o losie Lizbony. Wstrząsami podziemnymi objęta była cała południowa Hiszpania, Maroko i Algier. Woda w szkockich jeziorach falowała, nawet zmętniały wody w Cieplicach.
 
Lizbonę zniszczyła wielka fala morska, która powstała wskutek wstrząsów dna oceanicznego. Fala ta miała u wybrzeży Portugalii wysokość 30 metrów i gdy dotarła do Indii Zachodnich, jej wysokość dochodziła jeszcze do 10 metrów. Wielka fala uniosła z sobą mieszkańców Lizbony, ich dobytek, domy i zwierzęta. Dzieła zniszczenia dokończyły pożary, które nie gaszone już w Lizbonie przez nikogo, trwały przez 6 dni. W Lizbonie w 1755 roku, wskutek trzęsienia ziemi straciło życie 50 tys. osób (7). 
 
 
 
 
 
Oprac. Krzysztof Kudzia,
pastor Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego.
 
 
(1) R. M. Devens, Our First Century, s.89. (2) E. G. White, Wielki Bój, Warszawa 1981, s.225. (3) The Old Countryman [w:] Evening Advertiser, 1833. (4) I. B. Lityniecki, przewidywaniu zjawisk przyrody [w:] Wiedza powszechna, Warszawa 1989, s. 105. (5) H.M.S. Richards, Co mówił Jezus o…, Warszawa 1989, s. 186. (6) Często właśnie trzęsienia ziemi wywołują samoczynne bicie dzwonów – przypis K.K. (7)E., H. Jędrzejowie, Trzęsienia ziemi, Warszawa 1981, s.5-6.
 
 
 
 
 
 
 
 
  
 

Autor artykułu: oprac. Krzysztof Kudzia

Dodane przez: Ewcysia | Opublikowano: 2012-03-21 | Kategoria: Czytelnia

Wyświetleń: 2196


Dodaj komentarz