Wiara sportowca

Sportem interesują się miliony. Głównie jest to zainteresowanie rozgrywkami, wynikami i samymi sportowcami niż osobistym uprawianiem sportu. Rzadko do opinii publicznej przebija się coś tak intymnego jak informacja o religijności sportowca.

 

 
Sportem interesują się miliony. Głównie jest to zainteresowanie rozgrywkami, wynikami i samymi sportowcami niż osobistym uprawianiem sportu. U sportowców zaś poza ich wyczynami sportowymi ludzi interesują też te niesportowe. Rzadko do szerszej opinii publicznej przebija się coś tak intymnego jak informacje o religijności sportowca. Przyjrzyjmy się nieco bliżej kilku przykładom znanych piłkarzy.
 
 
Kaka
 
 
Właściwie Ricardo Izecson dos Santos Leite. Urodzony 22 kwietnia 1982 roku w Brazylii. Obecnie ofensywny pomocnik Realu Madryt. Gdy grał jeszcze we włoskim Milanie, został uznany przez Fifę za najlepszego piłkarza 2007 roku. 
 
Mało kto wie, że w wieku 18 lat Kaka miał wypadek, który wkrótce zmienił całe jego życie. W tamtym czasie stawiał pierwsze kroki w profesjonalnej piłce nożnej. W wyniku nieudanego skoku do wody z trampoliny uszkodził kręgosłup. Mało brakowało, a byłby przykuty do wózka inwalidzkiego na całe życie. Ten wypadek bardzo go zmienił. 
 
„To uderzenie pomogło mi w kształtowaniu samego siebie. Dziś wiem, że wiara w Boga pomogła mi przejść przez to wszystko. Wiedziałem, że Bóg ma plan dla mnie i mojego życia” — mówi Kaka. 
 
To prawdziwy sportowiec, który całym sercem kocha Boga. Na jego korkach i koszulkach można znaleźć napisy, że Bóg jest miłością. Gesty, poprzez które Kaka dziękuje za strzelone bramki, podnosząc ręce i kierując swój wzrok ku niebu, sprawiają, że świat jest lepszy.
 
 
Fernandinho
 
 
Fernando Luiz Rosa, urodzony 4 maja 1985 roku, to kolejna głęboko wierząca gwiazda brazylijskiego futbolu. Jest podporą ukraińskiego Szachtaru Donieck, gdzie gra na prawej obronie lub w pomocy. 
 
„Zacząłem grać w piłkę nożną, gdy miałem 17 lat — mówi o sobie. — Wcześnie poznałem świat i naprawdę wszystkiego spróbowałem. Gdy skończyłem 19 lat, byłem już mistrzem. W Brazylii piłkarze mogą kupić dom, samochód i wiele innych rzeczy, ale w tym wieku nie byłem gotowy do świadomego życia. Dużo piłem i lubiłem imprezy. Źle mówiłem o ludziach, kłamałem i w ogóle zasmucałem ojca i matkę. Nigdy nie zapomnę tego dnia, kiedy mój przyjaciel, z którym dorastałem, dał mi w prezencie Biblię i powiedział: »W tej książce jest opisany człowiek, który stanie się twoim najlepszym przyjacielem«. Przez dwa lata nie przeczytałem z Biblii ani jednego wiersza. (...) Przyjechałem z Brazylii na Ukrainę, żeby grać w piłkę nożną. Prawdę mówiąc, nadal żyłem starym życiem: piłem, bawiłem się, oszukiwałem i robiłem wszystko, co tylko jest złe w oczach Boga. Pewnego razu poczułem, że moje życie jakby się zatrzymało — ani do przodu, ani do tyłu. Wszystko wydawało mi się tak okropne, że nawet moje najbardziej ulubione zajęcie — gra w piłkę nożną — wychodziła gorzej niż kiedykolwiek. (…) Przemyślałem wiele spraw w moim życiu i wpuściłem Jezusa do swojego życia jako osobistego Zbawiciela. Bóg zaczął mnie zmieniać, od kiedy zacząłem studiować Jego Słowo. Chcę wam powiedzieć, że Jezus Chrystus jest moją siłą. Wszystko, co robię, czynię w Jego imieniu i dla Jego chwały”.
 
 
Jádson
 
 
Jádson Rodrigues da Silva urodził się 5 października 1983 roku. Także w Brazylii. Obecnie jest ofensywnym pomocnikiem Szachtaru. W 2009 roku UEFA uznała Jádsona, za najlepszego piłkarza meczu finałowego o puchar UEFA między Szachtarem Donieck a Werderem Brema. 
 
„W świecie piłki nożnej stałem się sławny w roku 2004 — mówi o sobie. — Rok późnie wykupił mnie Szachtar Donieck. Po czterech i pół roku pobytu na Ukrainie zacząłem zauważać, że moje życie rodzinne i zawodowe się pogorszyło. Dużo piłem, paliłem, co oczywiście było szkodliwe dla zawodowego piłkarza. Moje życie stało się gorsze. Byłem znany, bogaty, ale czegoś brakowało mi wewnątrz. Wszyscy członkowie rodziny modlili się za mnie. Pewnego razu przypadkowo spotkałem na Ukrainie piłkarza, który grał ze mną w Brazylii. Przez niego i jego rodzinę Bóg przemawiał do mnie. Bóg zlitował się nade mną i zaczął błogosławić. Od tego czasu uwierzyłem w Jezusa. Bóg całkowicie zmienił moje życie i dzisiaj bardzo mi błogosławi, zarówno moje życie osobiste, jaki i zawodowe. Dzisiaj jestem szczęśliwy i nie potrzebuję niczego więcej. Jezus jest dla mnie wszystkim”.
 
 
Prawdziwe zwycięstwo
 
 
Ci piłkarze są zwycięzcami nie tylko na stadionach, ale także na arenie duchowej. Choć sport jest dla nich ważny, to Bóg — najważniejszy. 
 
Uprawianie sportu i wiara oraz pobożność nie muszą się wykluczać. Przeciwnie, zwycięstwa sportowe mogą być inspiracją dla zwycięstw duchowych. W Nowym Testamencie apostoł Paweł przyrównuje życie chrześcijanina do biegu sportowego. „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą. Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego”(1). „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem”(2). 
 
Żeby wygrywać zawody sportowe trzeba dużo ćwiczyć i odmawiać sobie wielu rzeczy. Nie inaczej jest w zawodach duchowych — w prowadzeniu chrześcijańskiego życia. Wiara jest jak mięśnie — trzeba ją ćwiczyć, żeby była silna. Trzeba z Bogiem rozmawiać — mówić do Niego w modlitwie i słuchać, co do nas mówi w swoim Słowie. Biblia jest pełna Bożych obietnic. Należy się na nie powoływać i doświadczać ich wypełniania w swoim życiu. Gdy trzeba, należy pościć. Gdy trzeba — pomagać innym. To są duchowe ćwiczenia wzmacniające wiarę, by była silna i przyniosła nam ostateczne zwycięstwo. 
 
Najważniejsze jest to, że nie wygrywa się nagród, nie biorąc udziału w zawodach. Tak naprawdę nie ma tzw. wierzących niepraktykujących. Tacy „wierzący” to faktycznie niewierzący — to jedynie kibice, a ci nigdy nie wygrywają. 
 
Wreszcie w naszym chrześcijańskim biegu musimy skoncentrować naszą uwagę na mecie. Bieg może być długi i trudny, może pojawić się nawet zniechęcenie, ale najważniejsze jest by wytrwać do końca. „(...) zatem (...) zrzuciwszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, biegnijmy wytrwale w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy na tronie Boga. Zważcie więc na Tego, który ze strony grzeszników tak wielką wycierpiał wrogość wobec siebie, abyście nie ustawali, załamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi”(3).
Kaka, Fernandinho i Jádson już wiedzą, po co tak naprawdę „biegają” i kto jest ich prawdziwym celem. A ty już wiesz?
 
 
 
Oprac. O.D.
[Żródło: Miesięcznik Znaki Czasu, Czerwiec 2012].
 
1) 1 Kor 9,24-29 Biblia Tysiąclecia. 2) 2 Tm 4,7 Biblia Tysiąclecia. 3) Hbr 12,1-4.  
 
 
 
 
 
 

Autor artykułu: Oprac. O.D.

Dodane przez: Ewcysia | Opublikowano: 2012-06-12 | Kategoria: Czytelnia

Wyświetleń: 710


Dodaj komentarz