TYDZIEŃ

Na stole była Biblia, lekcje biblijne i śpiewnik, a w sercach radość i wdzięczność – piękno prostoty!

 

Niepojęty tydzień – jego początek rozpoczyna się od światła. „I rzekł Bóg: Niech stanie się światłość. I stała się światłość.” Księga Rodzaju 1,3. Czym jest światłość? Tydzień to siedem dni stwarzania warunków – praw do życia na ziemi i żadna świeca, żadna lampa, nawet słońce by nie świeciło, gdyby nie stworzone wpierw prawa światła – bazy, na której dopiero zaistnieć może światło życia. Tak samo łączność – żadna łączność by nie istniała, gdyby nie prawa łączności…. Dlaczego mamy łączność telefoniczną? Radiową? Dlaczego na ekranie oglądamy program telewizyjny? Bo są stworzone prawa, na których zostały zbudowane te możliwości… Bez przerwy korzystamy z tych praw, dlatego istniejemy. Szczególna łączność między niebem i ziemią rozpoczyna się słowami „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje.” Ew. Mat. 6,9.

Kwitnąca jabłoń i łan zboża to jakby usta, które mówią, że cała wyprawa dla ludzkości – dzieci Boga – włożona i zapakowana została do paczki zwanej tygodniem. Tam jest wszystko, co potrzebne do życia i pobożności z dokładnym adresem – adresem nadawcy i odbiorcy. Zwróć tylko szczególną uwagę na adres, aby nie był przekreślony i zamazany, bo z tym ludzkość dziś ma największe kłopoty. Nie wie skąd ma tę wyprawkę i dlaczego istnieje. Uwaga! Oto dokładny adres nadawcy i odbiorcy – to czwarte przykazanie z biblijnego dekalogu rozpoczynające się od słów: „Pamiętaj o dniu sabatu, aby go święcić. Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką swoją pracę. Ale siódmego dnia jest sabat Pana Boga twego: Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani obcy przybysz, który mieszka w twoich bramach. Gdyż w sześciu dniach uczynił Pan niebo i ziemię, morze i wszystko co w nich jest, a siódmego dnia odpoczął. Dlatego Pan pobłogosławił dzień sabatu i poświęcił go.” 2 Moj. 20, 2 – 11.  Tak! To jest ten dokładny adres, z paczki urodzinowej zwanej „Tydzień”. To są te najważniejsze dokumenty naszej tożsamości.  Cała ludzkość korzysta z tej paczki, bo innej możliwości nie ma. Smutne jest tylko to, że odrzuca prawdziwy adres. Ludziom wydaje się, że prezenty od życia są znikąd, że to tak musi być i już. Nic tylko korzystać, korzystać bez wdzięczności i dokumentów tożsamości… ale czy jesteśmy bezpańscy?
Moi rodzice posiadali gospodarstwo rolne w górzystym terenie Podkarpacia i tak, jak wszyscy mieszkańcy wioski, mieli tylko zamazany i przekreślony adres swojej codziennej egzystencji, ale gdy nadszedł czas i przeczytali ten biblijny, adres z dekalogu Bożego, nie pozostali obojętni i zaraz zapisali go w swoich sercach i w swoim domu, pozostawiając nam, dzieciom, dokładną metrykę – skąd pochodzimy i po co żyjemy. 

Zwykle czekaliśmy z największym utęsknieniem biblijnej soboty. Już w piątek popołudniu następowało przygotowanie na to wielkie wydarzenie i przeżycie. Do kuchni przynoszona była duża drewniana  balia (taka „wanna” bo toalet wtedy nie było)  a wodę noszono na nosidłach w wiadrach ze źródła oddalonego prawie o kilometr drogi. Potem w dużym garnku, na płycie kuchennej podgrzewano ją do kąpieli. Mama przynosiła wypraną bieliznę, najczęściej pocerowaną i połataną, ale pachnącą źródlaną wodą i mydłem. Po dziś dzień ten szczególny zapach jest mi bardzo bliski… tych podłóg z desek świerkowych, wymytych i wyszorowanych wodą – to był ten szczególny zapach świąteczny. Zapadał zmierzch i nadchodził błogosławiony, święty wieczór, gdy po ciężko, zdrowo przeprowadzonym tygodniu w gospodarstwie rolnym nastawał wyczekiwany czas świętego Sabatu… krowy, koń, wszystko było nakarmione, a my całą  rodziną zgromadzaliśmy się wokoło prostego stołu z desek sosnowych – to był prawdziwy ołtarz i konfesjonał rodzinny, skąd zanoszone były dziękczynienia za przeżyty tydzień – a kadzidło, jakby z zapachem nieba sięgające aż po zasłonę w wieczność… Na stole była Biblia, lekcje biblijne i śpiewnik, a w sercach radość i wdzięczność – piękno prostoty! I te niezapomniane słowa ojca: „Jesteśmy Panu Bogu wdzięczni, że doczekaliśmy tego świętego sabatu, zaśpiewajmy pieśń i podziękujmy Panu Bogu za te dary nieba na stole i w  naszych sercach.” Najczęściej mówiliśmy wspólnie z pamięci Psalm 23:

Pan jest pasterzem moim,
Niczego mi nie braknie.
Na niwach zielonych pasie mnie.
nad wody spokojne prowadzi mnie.
Duszę moją pokrzepia.
Wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości
Ze względu na imię swoje.
Choćbym nawet szedł ciemną doliną,
Zła sie nie ulęknę, boś Ty ze mną.

                                                                                       Psalm 23, 2-4

Mówiliśmy nie z przyzwyczajenia, ale z serca, tak jakby to był nasz pierwszy, święty Dzień Pański. Od wieczora do wieczora, zgodnie z biblijnym sprawozdaniem o sobocie radowaliśmy się w Jego odpoczynku. Księga Rodzaju 1,31 oraz 2,1–4.

                                                                                                                        Jan Trojanowski

Autor artykułu: Jan Trojanowski

Dodane przez: Ewcysia | Opublikowano: 2011-05-25 | Kategoria: Czytelnia

Wyświetleń: 1482


Dodaj komentarz