Sprzeczności w ewangeliach?

Jezus nie pozostawił po sobie żadnej księgi. To co znamy to relacje czterech świadków, które opisują Jezusa w sposób prawdziwy, ale nie w pełni.

 

Historycy nie kwestionują historyczności wydarzenia tylko dlatego, że tacy starożytni pisarze jak Liwiusz czy Polibiusz różnią się w jego opisie, tak jak czasem Mateusz czy Łukasz. Doświadczony sędzia, policjant, czy agent ubezpieczeniowy wie, że zeznanie kilku osób będzie różnić się w szczegółach, mimo że widziały to samo. Od świadków nie oczekuje się stuprocentowej zgodności, ponieważ percepcja każdego człowieka jest inna. 
 
W tytule każdej ewangelii obok imienia znajdziemy przyimek według, który podkreśla, że jest jedna ewangelia, ale w czterech ujęciach. Każda opisuje Jezusa w sposób prawdziwy, żadna w pełny. Tak jak fotografia odzwierciedla wiernie tylko jedno ujęcie człowieka, tak ewangelie 
 
 
nie są fotografiami 
 
 
Jezusa, lecz portretem. Mateusz ukazuje Jezusa jako Króla, który wypełnia mesjańskie zapowiedzi. Marek jako cierpiącego Sługę Bożego, Łukasz jako Przyjaciela i Zbawiciela grzeszników, Jan jako Syna Bożego, który przyszedł, aby objawić Boga Ojca. 
 
Osobowość ewangelistów oraz potrzeby środowisk, do których kierowali swe słowa, rzucają wiele światła na występujące różnice, które często przytacza się na dowód braku natchnienia ewangelii. Inaczej pisał Mateusz do Judejczyków, inaczej Łukasz do Greków, a jeszcze inaczej Matek do Rzymian. Mateusz cytujący słowa Jezusa dotyczące rozwodu pisze tylko o mężczyźnie odprawiającym żonę, gdyż w żydowskiej kulturze rozwód był wyłącznie prerogatywą mężczyzn (1). Marek natomiast odnosi słowa Jezusa do mężczyzn i kobiet, gdyż w Rzymie o rozwód mogły się ubiegać obie strony (2). Zauważmy, że obaj ewangeliści przedstawili prawdę wygłoszoną przez Jezusa, ale każdy z nich odniósł ją do kultury, do której adresował swoją ewangelię.
 
Zamiast więc doszukiwać się chronologicznej harmonii wydarzeń opisanych w ewangeliach lub też oczekiwać, że ewangeliści cytować będą Jezusa słowo w słowo, lepiej porównać ze sobą ich księgi. Zobaczymy wtedy, że autorzy streszczali lub poszerzali, pomijali lub uwypuklali czyny i nauki Jezusa, aby podkreślić zamierzony sens lub skuteczniej trafić do mentalności danego środowiska.
 
 
Gdy Tacjan w II wieku próbował zharmonizować cztery ewangelie, jako dzieło Diatessaron nie cieszyło się zbytnią popularnością. Pierwsze pokolenia chrześcijan rozumiały, że ewangelie nie są biografią Jezusa. Nie są też tylko wyrazem wiary wczesnego Kościoła, jak sądzili sceptycy. Zawierają oba te elementy. Ewangeliści byli nie tylko kronikarzami życia Jezusa, ale i pisarzami, którzy pod natchnieniem Ducha Świętego dokonali selekcji nauk i wydarzeń z życia Mistrza. I bynajmniej się z tym nie kryli (3).
 
Niektóre różnice między ewangeliami są iluzoryczne. Wynikają z naszej nieznajomości starożytnych realiów. Weźmy na przykład historię o niewidomym Bartymeuszu, często cytowaną jako argument przeciw natchnieniu ewangelii. Marek napisał bowiem, że Jezus uzdrowił go, gdy „wychodził z Jerycha” (4), zaś Łukasz – gdy „przybliżał się do Jerycha” (5). Badania ujawniły, że Jerychem nazywano wówczas dwa miejsca. Jedno to częściowo opuszczone miasto starotestamentowe, drugie – kurort zbudowany nieopodal przez Heroda. Bartymeusz mógł siedzieć przy drodze prowadzącej od jednego do drugiego miejsca, dlatego rację mieli obaj ewangeliści. 
 
 
Podobnym przykładem są dwie ewangelie Jezusa.
 
 
Obie wywodzą Go od Dawida, z tym że jedna przez Salomona, a druga przez Natana, innego syna Dawida. Jedna mówi, że Józef, ziemski ojciec Jezusa, był synem Helego, a druga, że był synem Jakuba. Łukasz napisał, że „Jezus (…) był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego” (6), zaś Mateusz – że „Jakub był ojcem Józefa, męża Marii, z której narodził się Jezus” (7). Niezgodność jest pozorna. Użyte przez Mateusza słowo był dosłownie brzmi zrodził (gr. egennezen). Skoro Józef był biologicznym synem Jakuba, to czy mógł być jednocześnie legalnym synem Helego? Tak, gdyż był jego synem przez małżeństwo z Marią, córką Helego. Nie jest to odosobniony przypadek w Biblii. Noemi z Księgi Rut nazwała swoją synową córką (8), Dawid nazwał Saula ojcem, a Saul zwał go synem (9). Rodowód Jezusa podany w Ewangelii według Łukasza jest więc faktycznie genealogią Marii, zaś rodowód przedstawiony przez Mateusza zawiera genealogię Józefa.
 
Jezus i apostołowie mówili po aramejsku, więc ich nauki trzeba było przetłumaczyć na język grecki, w którym spisano Nowy Testament. Wyjaśnia to niektóre różnice między ewangeliami. Na przykład Mateusz cytuje Jezusa mówiącego: „Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest” (10), a Łukasz: „Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest Ojciec wasz” (11). W języku aramejskim Jezus mógł użyć słowa shelim, który obejmuje obydwa znaczenia – doskonałości i miłosierdzia. Obaj ewangeliści przetłumaczyli je poprawnie choć inaczej – Mateusz jako doskonały, a inaczej Łukasz – jako miłosierny
 
Według Łukasza, Jezus powiedział: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma nienawiści swego ojca i matki (…) nie może być moim uczniem” (12), według Mateusza: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien” (13). Na pierwszy rzut oka Mateusz stonował wypowiedź Jezusa, ale znajomość języków semickich pozwala zrozumieć, że słowa miłość i nienawiść używane były przez Hebrajczyków w podobnym znaczeniu jak nasze lubię i nie lubię (14), dlatego tę wypowiedź Jezusa można było oddać na dwa sposoby.
 
 
Najwięcej sprzeczności zdaje się zawierać relacja o zmartwychwstaniu.
 
 
Sprawozdanie z Ewangelii według Jana rozpoczyna się w niedzielę, gdy jeszcze było ciemno. Maria Magdalena przyszła do grobu, ale gdy zobaczyła odsunięty kamień, pobiegła po Piotra i Jana (15). Natomiast pozostali ewangeliści podają, że Maria Magdalena przybyła do grobu z innymi kobietami wczesnym rankiem, gdy było już ciemno (16). Niewiasty w pustym grobowcu zobaczyły aniołów – według Mateusza jednego, który wcześniej odwalił głaz (17), według Marka – młodzieńca w białej szacie (18), a według Łukasza dwóch aniołów w jaśniejących szatach (19); Jan też mówi o dwóch aniołach, ale pisząc o tym spotkaniu, wymienia samą Marię Magdalenę (20). Łukasz napisał, że niewiasty poszły ze słowami aniołów do apostołów (21), co potwierdził Mateusz (22), natomiast Marek podał, że „uciekły od grobu, ogarnął je bowiem lęk i zdumienie, i nic nikomu nie mówiły, bo się bały”(23). 
 
Zacznijmy od pory niedzielnego poranka, kiedy kobiety udały się do grobu, aby namaścić ciało Jezusa. Czy była jeszcze noc, czy wczesny poranek, gdy Maria przybyła do grobu? Niewiasty, które miały dokonać namaszczenia, mieszkały w różnych miejscach. Maria Magdalena pochodziła, jak się wydaje, z Betanii, a więc miała przed sobą 2 km drogi. Jeśli umówiła się z nimi przy grobie o świcie, to musiała wyjść z domu, gdy jeszcze było ciemno, jak napisał Jan, zwłaszcza że użył czasownika, który może znaczyć przychodzi, idzie lub udaje się. Zastosowany przez niego czas – „gdy jeszcze było ciemno” – odnosi się raczej do jej wyjścia z domu i podróży niż do przyjścia na miejsce (24).
 
Czy Maria była sama, jak mogłoby się wydawać z lektury Ewangelii według Jana? Wygląda na to, że Maria wybrała się w drogę z „drugą Marią”, dlatego u Mateusza czytamy: „O świcie pierwszego dnia tygodnia, przyszła Maria Magdalena i druga Maria, aby obejrzeć grób” (25). Czy przyszły razem do grobu, tego nie wiemy, ale jeśli nie, to owa „druga Maria” mogła pójść po maści przygotowane przez kobiety przed sabatem (26) albo po wonności zakupione po sabacie, w sobotę wieczorem (27) i przyjść z nimi w towarzystwie innych niewiast, gdyż czytamy, że „wczesnym rankiem, przyszły do grobu, niosąc wonności, które przygotowały” (28).
 
 
Czy w pustym grobie Jezusa był jeden anioł czy dwóch?
 
 
Prawdziwa sprzeczność istniałaby, gdyby Mateusz napisał, że nie było dwóch aniołów. Pisząc, że był jeden, nie zaprzeczył Łukaszowi czy Janowi, którzy wymienili dwóch, gdyż w dwóch zawiera się także jeden. Innymi słowy, skoro było dwóch aniołów, to musiał być także i jeden.
 
Apostoł Jan koncentruje się w swym sprawozdaniu na Marii Magdalenie, ale nie znaczy to, że zaprzecza pozostałym ewangelistom. Napisał, że Maria, widząc odwalony kamień, od razu pobiegła po Piotra i Jana, mówiąc: „Wzięli Pana z grobu i nie wiemy gdzie go położyli” (29). Użyta przez nią liczba mnoga potwierdza obecność innych kobiet przy grobie, a więc zgadza się z relacjami pozostałych ewangelistów.
 
Po odejściu Marii Magdaleny, niewiasty zajrzały do grobu i zdjął je strach (30). Ujrzały aniołów w ludzkiej postaci (31), od których otrzymały polecenie, aby przywołać apostołów. Tak też uczyniły (32). Marek jednak napisał, że uciekły od grobu i „nic nikomu nie mówiły, bo się bały” (33). Sprzeczność ta może być pozorna. Kobiety były przejęte bojaźnią, o czym wspomina nie tylko Marek. Marek jednak na tym kończy swój opis, podczas gdy Mateusz i Łukasz podają, co wydarzyło się później. Po takim przeżyciu kobiety potrzebowały nieco czasu, aby ochłonąć, zanim poszły i opowiedziały o wszystkim apostołom (34).
 
Piotr i Jan, powiadomieni przez Marię Magdalenę, szybko pobiegli do grobu (35), co potwierdza Łukasz (36), po czym wrócili „do domu” (37). Maria poszła za nimi i została przy pustym grobie, płacząc. Kiedy zajrzała do środka, zobaczyła dwóch aniołów w ludzkiej postaci, co potwierdza relacja Marka i Łukasza (38). Maria musiała być zapłakana lub mieć opuszczoną głowę, bo początkowo stojącego w pobliżu Jezusa za ogrodnika, mówiąc: „Panie, jeśli ty go wziąłeś, powiedz mi, gdzie go położyłeś, a ja go wezmę”(39). Wystarczyło słowo Jezusa: „Mario”, aby Go rozpoznała: „A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy Nauczycielu!”(40). Wtedy i Maria poszła, aby oznajmić wszystkim uczniom, że widziała zmartwychwstałego Pana (41).
 
W sprawozdaniu czterech ewangelistów dotyczącym zmartwychwstania, trudno dokładnie określić kolejność wszystkich wydarzeń i zharmonizować ze sobą wszystkie szczegóły. Ale podczas gdy filozofowie i liberalni teolodzy wykorzystują te pozorne czy rzeczywiste nieścisłości jako argument przeciwko natchnieniu i wiarygodności Biblii, to historycy widzą w nich dowód autentyczności ich relacji. Pisze o tym niemiecki historyk Hans Stier: „To, że źródła omawiające zmartwychwstanie Jezusa zawierają nieścisłości w pewnych szczegółach, jest dla historyka dowodem ich wiarygodności. Gdyby bowiem były wytworem Kościoła czy innej grupy ludzi, wówczas relacja byłaby kompletna i zgodna. Z tego powodu każdy historyk jest szczególnie sceptyczny, gdy sprawozdania o wydarzeniu wyjątkowej wagi są pozbawione jakichkolwiek nieścisłości” (42).
 
 
 
 
 
 
Alfred Palla
[Źródło: Miesięcznik Znaki Czasu,  Lipiec-Sierpień, 2006].
Materiał pochodzi z książki A. Palli pt. Sekrety Biblii.
 
 
(1) Zob. Mt 19,9. (2) Zob. Mk 10,11-12. (3) Zob. J 21,25; Łk 1,2-3. (4) Mk 10, 46. (5) Łk 18,35-43. (6) Tamże 3,23. (7) Mt 1,16. (8) Rt 3,1. (9) I Sm 24,12.17. (10) Mt 5,48. (11) Łk 6,36. (12) Tamże 14,26. (13) Mt 10,37. (14) Zob. Rdz 29,30-31; Pwt 21,15-17. (15) Zob. J 20,1-2. (16) Zob. Mk 16,2; Mt 28,1. (17) Zob. tamże 28,2.5. (18) Zob. Mk 16,5. (19) Zob. Łk 24,4. (20) Zob. J 20,12. (21) Zob. Łk 24,4-9. (22) Zob. Mt 28,5-8. (23) Mk 16,8. (24) Zob. J 20,1. (25) Mt 28,1. (26) Zob. Łk 23,56. (27) Zob. Mk 16,1. (28) Łk 28,1. (29) J 20,2. (30) Zob. Mk 16,6-7. (31) Zob. Łk 24,4-7. (32) Zob. Mt 28,5-8; Łk 29,9-10. (33) Mk 16,8. (34) Zob. Mt 28,8; Łk 24,10; J 20,18. (35) Zob. tamże w.4. (36) Zob. Łk 24,12. (37) J 20,10. (38) Zob. Łk 24,4; Mk16,5. (39) Zob. J 20,15. (40) Tamże w.16. (41) Zob. tamże w.18. (42) Hans E. Stier, Moderne Exegese und Historische Eissenschaft, s. 152; cyt. za: Hugo Staudinger, The Trustworthiness of the Gospels, s. 77.
 

Autor artykułu: Alfred Palla

Dodane przez: Ewcysia | Opublikowano: 2011-10-08 | Kategoria: Czytelnia

Wyświetleń: 1551


Dodaj komentarz