Poplątane życia

Mama urodziła go, gdy miała 15 lat, jego brata gdy miała lat 13. Bartek ma jeszcze dwójkę rodzeństwa. Każde z nich z innego, nieznanego ojca. Południową urodę odziedziczył po marynarzu, który kiedyś przypłynął na greckim statku.

Po tym, jak matka straciła prawa rodzicielskie, Bartka adoptowała babcia. U niej było mu lepiej, bo pewniej. Miał gdzie spać i co jeść. Co jakiś czas babcia wysyłała go do miasta, aby „przyniósł” np. odtwarzacz wideo. Gdy nie miał butów, szedł do sklepu, zdejmował stare, zakładał nowe i zadowolony wychodził. Podobnie było, gdy brakowało mu innych ubrań. Babcię cieszyła „zaradność” wnuka. Gdy miał 13 lat, ukradł pierwszy samochód. Potem kolejne. Tak się żyło w dzielnicy, w której mieszkał.

A reszta rodzeństwa? Brat Bartka zapił się na śmierć. Siostra miała 16 aborcji i jest wrakiem człowieka. Matka w wieku 60 lat wygląda na 80.
 
 
FURY, LASKI I WIĘZIENIE
 
U babci też nie było łatwo. Dziadek regularnie ją bił i ciągał za włosy po mieszkaniu. Bartek z bratem siedzieli w piwnicy i płakali. Z powodu bójek ciągle musieli się przeprowadzać. Kiedyś wynajęli pokój u pewnej rodziny. Syn gospodarzy był protestantem. Co tydzień przychodził, aby zabrać Bartka do kościoła. Babci było to na rękę, bo było luźniej w domu. Chłopak lubił tam chodzić. Ludzie byli troskliwi i serdeczni. Przejmowali się jego losem.
 
Gdy miał 16 lat, babcia wyrzuciła go z domu. Zamieszkał u swojego trenera kung-fu. W tym czasie dużo trenował i miał dobre wyniki. Brał udział w zawodach i wygrywał. Dawał z siebie wszystko. Chciał pokazać, że nie jest słaby. Trener, Chińczyk, nie był jak ci szlachetni mistrzowie z filmów. Był dobry w walce, ale także w brudnych interesach. Handlował narkotykami i szmuglował diamenty. Skończył w więzieniu. Bartek też tam się znalazł — za samochody, do których miał coraz większą słabość. W ciągu krótkiego czasu rozbił pięć nowych sportowych aut.
 
Kobiety istniały wyłącznie dla jego przyjemności. Chodził na dyskoteki, poznawał je, spał z nimi, a potem nimi gardził. To, jak się czuły, nie miało dla niego żadnego znaczenia.
 
Pod skórą tęsknił za normalnością. Nie wiedział jednak, na czym mogłaby polegać. Nigdy się z nią nie zetknął. Nie znał nikogo, kto by prowadził normalne życie. Wszyscy żyli tak jak on, jego mama i rodzeństwo, koledzy i ich rodzice.
 
 
DZIEWCZYNA Z PRZESZŁOŚCIĄ
 
Poznał dziewczynę. Zaczął z nią tak jak ze wszystkim innymi, ale wkrótce stała się dla niego ważniejsza niż te spotkane wcześniej. Po raz kolejny sprawdziła się reguła, że bieda ciągnie do biedy, a zło przyciąga zło. W jej rodzinie było podobnie jak u niego. Od czwartego roku życia była molestowana seksualnie przez ojca. Matka nic z tym nie robiła, bo była zastraszona. Bił ją nie tylko mąż, ale i brat męża, który często do nich przychodził, zawsze po pijanemu. Gdy Marta miała 16 lat, odwiedził ich sąsiad. Była sama. Zgwałcił ją w jej własnym domu. Sprawa znalazła się w sądzie. Bogaty i obyty w paragrafach wykręcił się. Okazało się, że dziewczyna jest w ciąży. Poszła na zabieg. Bardzo to przeżyła. Po kilku tygodniach okazało się, że brzuch w dalszym ciągu rośnie. Poszła ponownie. Dostała krwotoku. Zabrano ją do szpitala. Wyciągnięto z niej potworka. Oskarżono ją o próbę zabójstwa dziecka.
 
Bartek chciał być z nią szczęśliwy, ale było ciężko. Była znerwicowana i przestraszona. Pewnego dnia poszli do kina. Na reklamowanym przez media filmie ktoś kogoś gwałcił. Dziewczyna wpadła w histerię. W stanie szoku wyprowadził ją z kina.
 
Kiedyś doszło między nimi do ostrej awantury. On, twardy i dumny, nigdy nie przepraszał. Wyszedł z domu, trzaskając drzwiami. Coś go jednak tknęło, aby wrócić. Wszedł po cichu. Przez uchylone drzwi zobaczył ją siedzącą na krześle z trzymiesięcznym dzieckiem na kolanach i lufą pistoletu, który otrzymał od teściowej na urodziny, w ustach. Wbiegł do pokoju i wytrącił go z jej ręki. Spust uwolnił się. Pistolet jednak nie wystrzelił. Zaciął się na skórze jego dłoni pomiędzy palcami.
 
Przez kilka lat Marta nie pozwalała pozostawać mu w domu sam na sam z ich własną córką.
 
 
PRZYJACIEL Z DROGI
 
Pewnego dnia Bartek i Marta chcieli spędzić ze sobą miły wieczór. Oboje pragnęli doświadczyć ciepła bliskości. Miała być restauracja, a potem kino. Bartek powiedział sobie, że nie pozwoli, aby cokolwiek zepsuło ten wieczór.
 
Jechali samochodem. Słońce powoli zachodziło. Obok siedziała kobieta, którą pierwszy raz w życiu kochał. Bartek w oddali zobaczył psa, który próbował przejść na drugą stronę jezdni. Był to owczarek szkocki, filmowa Lessie. Jechali ponad sto kilometrów na godzinę. Nagle pies wszedł na ulicę. Samochód jadący przed nimi uderzył go z taką siłą, że psa wybiło w górę. Bartek widział, jak pies leci w powietrzu. Spadł tuż przed ich rozpędzonym samochodem. Zakotłowało się pod spodem. Wyleciał z tyłu. Bartek chciał o tym nie myśleć. To wina faceta przed nami. Niech on się tym zajmie! — krzyczał w duszy. Tamten jednak odjechał. Spojrzał w lusterko. Pies leżał. Dobrze. Znaczy nie żyje — pomyślał. Jechali dalej. Znów jednak spojrzał w lusterko. Pies, opierając się na przednich łapach, próbował iść dalej. Bartek zatrzymał się. Otworzył bagażnik. Wziął duży żelazny klucz do kół i podszedł do psa. Pies popatrzył mu w oczy. Z jego pyska i nosa leciała krew. Gołym okiem było widać, że jest cały połamany. „Takiego spojrzenia nigdy wcześniej nie widziałem, nawet u człowieka” — wyznał.
 
Tego wieczoru, zamiast kina i restauracji, pół nocy przesiedzieli u weterynarza, martwiąc się o psa. Lekarz powiedział, że jeżeli pies przeżyje noc, to będzie żył. Stracił nogę, ale żył jeszcze przez wiele lat, będąc ich wiernym przyjacielem. Spał przy ich łóżku. Gdy budzili się rano, patrzył im w oczy wdzięcznym wzrokiem. Zdechł dopiero dwa lata temu w sędziwym wieku. „Kochałem tego psa” — mówi Bartek ze smutkiem w oczach.
 
 
DUCHOWY ZWROT
 
W małżeństwie było ciężko. On poplątany, ona też. Bez wzorców i zasad żyli tak, jak czuli. Pewnego dnia jechali samochodem i zawzięcie się kłócili. Czuli się puści i przegrani. Stojąc na czerwonym świetle, zobaczyli przez szybę plakat reklamujący wykłady biblijne w znanym mu z dzieciństwa Kościele. „To były najszczęśliwsze chwile mojego życia, kiedy chodziłem do tych ludzi” — powiedział do Marty. Kobieta spisała numer telefonu. Zadzwoniła. Zaczęli spotykać się z pastorem, by studiować Biblię. Do ich życia wszedł ład i porządek, zawitała nadzieja. Po kilku miesiącach Bartek podjął decyzję o chrzcie w rzece — tak jak Jezus, jego nauczyciel. W końcu po 30 latach znalazł cel i sens życia. Postanowił coś ze sobą zrobić. Zapisał się na studia. Była to jednak abstrakcja, bo nie miał ani grosza. Ludzie z Kościoła zrzucili się dla niego na pierwszy rok studiów jako prezent na nową drogę życia. Pojechał do Anglii. W Londynie na uniwersytecie zrobił dwa licencjaty i magistra. Jeden z nich z doradztwa małżeńskiego. Studia skończył bez długów i jeszcze zaoszczędził.
 
Bartek chciałby przeprosić wszystkich i wynagrodzić szkody, jakie spowodował, ale to niemożliwe. „Musiałbym na bardzo długo pójść do więzienia” — wyznaje. Rachunek spłaca, pomagając ludziom, których zabiera pod swój dach.
 
Bartek obecnie pracuje w Szwecji jako pastor. Młodzież bardzo go lubi. Umie rozmawiać z gangsterami. Ma 41 lat i szczupłą sylwetkę sportowca. W garniturze wygląda na Włocha z Mediolanu. Ma znakomite poczucie humoru. Jest bardzo miły. Trenuje brazylijskie jujitsu. W dalszym ciągu bierze udział w zawodach. Jest dobry. Mimo że jest pastorem, nie lubi religii. „Ludzie zbyt często gubią w niej Boga” — mówi. Fascynuje go prosty osobisty związek z Jezusem, bo ten ma moc zmieniać życie ludzi. Zmienił jego życie. Bartek jest bardzo dynamicznym mówcą. Mówi z przekonaniem i wie, o czym mówi.
 
Z żoną, z którą tyle przeszedł, ma troje dzieci. Przeszłość pozostaje jedynie złym, mglistym wspomnieniem. Są nowymi ludźmi i mają nowe życie.
 
Bartek całe życie marzył, aby matka powiedziała mu, że go kocha. Nigdy tego nie usłyszał. Przez wiele lat nienawidził jej za to, że tyle przez nią wycierpiał. Spotkanie Boga sprawiło, że umie ją kochać pomimo. Co miesiąc wysyła jej pieniądze. Ona do niego nigdy nie pisze. To jest jednak bez znaczenia. Prawdziwa miłość jest bezwarunkowa. Sam jej doświadczył, więc umie teraz się nią dzielić.
 
 
Maciej Strzyżewski
[Źródło: Miesięcznik Znaki Czasu, Czerwiec 2010]
[Imiona bohaterów zostały zmienione]
 

Autor artykułu: Maciej Strzyżewski

Dodane przez: Administrator | Opublikowano: 2011-03-01 | Kategoria: Jak poznałem Boga?

Wyświetleń: 1618


Dodaj komentarz