Noe - Wybrany przez Boga. Film nowej demonicznej epoki

Widziałem wiele filmów związanych z tematyką biblijną. Prawie wszystkie te produkcje lepiej lub gorzej, ale opierały się na tekście biblijnym. Film „Noe” jest tu wyjątkiem.

Pod względem przesłania klasyfikuję Noego pomiędzy takimi produkcjami jak OmenDziecko RosemaryHarry Potter i tym podobnymi dziełami. Twórcy filmu nawet nie udawali, że ekranizują sprawozdanie biblijne. Stworzyli natomiast kinematograficzne monstrum, jakiego jeszcze nie widziałem.

Już rozpoczynające film stwierdzenie Noego: „Na początku nie było nic, a jedynie ciemność” jest w rzeczywistości przesłaniem okultystycznym, kryptoreklamą królestwa ciemności. Biblijne sprawozdanie wskazuje, że na początku był Bóg, który stwarzał. Filmowy motyw skóry węża zakładanej na rękę przez ojca Noego i jego samego również nie występuje w Biblii, za to często w okultyzmie. Elementy spirytualistyczne i okultystyczne przeplatają się w filmie co rusz.

Słowo „Bóg” chyba nie pada w filmie ani razu. Mówi się jedynie „Stworzyciel”. Aniołowie — pełniący w filmie rolę strażników ludzkiej rasy — po upadku na ziemię zostali poddani termicznemu „panierowaniu” w prochu ziemi. Pomimo niezgrabnego wyglądu olbrzymich kamiennych stworów ze świecącymi oczodołami mają naturę w sumie dobrotliwą i łagodną. Żalą się, że błagali Boga o wybaczenie, ale się nie zlitował i zrzucił ich na ziemię. Pomagają Noemu budować arkę. Bronią go przed złymi ludźmi. Po bohaterskiej śmierci w walce ich dusze wracają do nieba jak ogniste strzały. Ma się to nijak do sprawozdania biblijnego, gdzie upadli aniołowie to demony i wrogowie Boga i ludzi.

Jak przystało na film nowej epoki, nie obeszło się bez cudownych uzdrowień. Matuzalem, pradziadek Noego, w nadprzyrodzony sposób uzdrawia dotykiem bezpłodną dziewczynę.

Podczas snutego przez głównego bohatera opisu stworzenia malują się przed oczami widzów ewolucjonistyczne wizje, gdzie poszczególne gatunki płynnie zlewają się i przechodzą w kolejne. Można by rzec, iż dzięki technice komputerowej ewolucja wreszcie doczekała się dowodu na swoje istnienie.

Cham, jeden z synów Noego, nie ma w filmie żony, choć według Biblii jest żonaty. Do arki przedostaje się pasażer na gapę — wróg Noego, który pod koniec potopu zaczyna z nim walczyć. W arce leje się krew. Filmowy Noe wielokrotnie zamyka i otwiera drzwi arki, choć według Biblii zamknął je sam Bóg, a otwarte zostały po potopie.

Biblia sprawozdaje, że ludzie wyśmiewali się i szydzili z Noego, nie mieli wcale zamiaru wejść do arki. Natomiast na filmie to Noe aktywnie uniemożliwia innym ratunek. Decyduje, kto ma przeżyć, a kto zginąć. Z pomocą strażników olbrzymów wprawną ręką, jak kombajn zboże, wycina nieszczęśników próbujących dostać się do arki. Zabija niby w stanie wyższej konieczności, ale ze sprawnością, którą przypomina raczej Gladiatora, tyle że mokrego, niż prawdziwego biblijnego patriarchę. W każdym razie na protoplastę Chrystusa, którym prawdziwy Noe był, ten filmowy raczej nie wygląda.

Reżyser ukazał Noego jako fanatycznego psychopatę, który dla zaspokojenia urojonych żądań Stwórcy, nie chce dopuścić do rozmnażania się ludzi po potopie i postanawia zabić żeńskie bliźnięta synowej, które mają się narodzić. Jeden z synów Noego — ojciec tych nienarodzonych dzieci — planuje uciec z arki z ciężarną żoną na tratwie. Na szczęście na Noego w ostatniej chwili przychodzi opamiętanie. Próżno tego wszystkiego szukać w Biblii.

W ogóle cały film przesiąknięty jest atmosferą strachu, ciemności, napięcia emocjonalnego i demonizmu. Stosunkowo najbardziej pozytywną postacią wydaje się być żona Noego próbująca zdrowym rozsądkiem zapanować nad niemalże obłędem męża. Nie jest jednak pozbawiona wad — ciągłego wyrażania pretensji i oskarżeń wobec Stwórcy kierowanych do Noego.

Film zaprzecza sprawozdaniu biblijnemu w każdej minucie swojego trwania, może poza ukazaniem potopu jako wydarzenia globalnego. Filmowy Noe nie ma nic wspólnego z Noem biblijnym. Podobnie Bóg. Film ukazuje Boga jako zimnego, bezwzględnego i niewzruszonego, posuwającego się do totalnego ludobójstwa, bez dania ludzkości szansy na ocalenie, a oszczędzającego jedynie szaleńca Noego z jego rodziną. Jedyne, co w filmie zasługuje na uwagę, to efekty specjalne, ale to zdecydowanie za mało, by go polecać.

Wojciech Idziński.

Źródło: www.znakiczasu.pl

Dodane przez: Darek | Opublikowano: 2014-05-11 | Kategoria: Filmy

Wyświetleń: 619


Komentarze

Nie oglądałam tego filmu i nawet nie mam zamiaru, bo wystarczy mi przeczytać komentarze do niego takie jak ten powyższy. Mam tylko nadzieję, że film ten wzbudzi zainteresowanie samą historią potopu, tak że widzowie sięgną po Biblię, aby porównać ze sobą obie wersje - biblijną i tą filmową. Gorzej jeśli się tego nie zrobi, gdyż film ten kreuje zupełnie nieprawdziwy obraz Boga i tych, którzy chcą być mu wierni i posłuszni...
2014-05-12 00:15:39, lemon
Wg mnie troche przesadzony ten wasz opis :) wiadomo że jest to tylko ekranizacja biblijnej przypowieści a nie opisanie słowo w słowo co było tam opisane.. Inaczej film by się nie sprzedał proste! A przywoływanie "okultyzmu" jest raczej nie na miejscu.. @UP ten film nie jest po to aby kreować obraz Boga bo każdy w sercu ma swój własny i nie można go żadnym filmem w żadnej mierze zmienić
2014-05-13 12:15:37, Vasyl

Dodaj komentarz