Nauka dyscypliny

Większości ludziom dyscyplina kojarzy się tylko z karceniem nieposłusznych, ale w rzeczywistości jest nauczaniem właściwego postępowania.

 

Częstym błędem rodziców dyscyplinującym dzieci jest okazywanie gniewu, niecierpliwości, irytacji oraz etykietowanie ich jako nieznośnych, leniwych czy złych. Dzieci są wtedy przeświadczone, że rodzice karcą je dlatego, że ich nie lubią. Myślą, że są dla nich ciężarem. Tracą poczucie własnej wartości. A tymczasem właściwie pojęta dyscyplina nie niszczy szacunku dziecka do samego siebie. Jeśli dziecko czuje się szanowane, to w wyniku strofowania przez rodziców nie straci szacunku do samego siebie, choćby nawet zrobiło coś bardzo złego. Będzie się czuło źle z powodu popełnionego błędu, ale będzie wierzyło, że może przezwyciężyć ten problem. Należy dostrzec różnicę między dzieckiem a jego złym zachowaniem. Należy mu wyraźnie powiedzieć, co jest złe w jego postępowaniu, ale go nie potępiać. Jeśli stosowaniu dyscypliny będzie towarzyszył szacunek dla dziecka, tym mniej dziecko będzie się jej sprzeciwiać. Jej celem jest takie wychowanie dziecka, by samo siebie kontrolowało i stało się osobą odpowiedzialną. Jest wielka różnica między nazwaniem dziecka, które kopnęło rodzica – złym, a powiedzeniem mu, że kopanie rodziców jest złe i nie wolno tego robić.
 
 
Uczenie szacunku do rodziców
 
Szacunek jest jak dwukierunkowa ulica. Rodzic nie może oczekiwać szacunku od dziecka, jeśli sam go nie okazuje. Nie powinien wprawiać dziecka w zakłopotanie ani poniżać przy jego kolegach, być wobec niego sarkastyczny i krytykancki i oczekiwać, że będzie przez dziecko szanowany. Nawet jeśli teraz dziecko nie ujawni swoich prawdziwych uczuć wobec rodzica, zrobi to, gdy dorośnie. Co zasiejemy jako rodzice, to do nas wróci. Zasiejemy wiatr, wróci burza.
 
Rodzice muszą zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli nie zdobędą szacunku dziecka, to będzie ono miało problem z okazywaniem szacunku wszystkim i wszystkiemu – religii, władzy, krajowi, społeczeństwu. Nie oczekujmy też, że dzieci okażą nam więcej szacunku, niż sami okazujemy własnym dzieciom.
 
Najważniejszą lekcją, jaką dziecko ma otrzymać w domu, nie jest nauka pisania, czytania, czy liczenia, ale nauka szacunku, posłuszeństwa, czci dla starszych i samokontroli. Nauka wpajana dziecku cierpliwie, łagodnie, z miłością i konsekwentnie, każdego dnia, ukształtuje jego charakter na całe życie.
 
 
Ustalanie granic
 
Kto z nas chciałby chodzić mostem pozbawionym barier zabezpieczających, jeździć windą bez drzwi, przesiadywać na balkonie bez balustrady? Analogia do zachowania dzieci jest prosta: określenie granic jest gwarancją bezpieczeństwa.
 
Grupę małych dzieci bawiących się na ogrodzonym prowizorycznie placu zabaw poddano badaniom. Naukowcy chcieli się dowiedzieć, czy dzieci poczują się swobodniej, gdy ogrodzenie zostanie usunięte. Płotek usunięto, ale dzieci zamiast poczuć się wolne, skupiły się na środku placu, bojąc się nawet podejść do miejsca, gdzie płotek się znajdował. Żadne dziecko nie próbowało wyjść poza plac na ulicę.
 
Szczęśliwy dom to taki, w którym obowiązują pewne ograniczenia i dziecko dokładnie wie, co mu wolno, a czego nie. Szczegółowych zakazów powinno być jak najmniej, ale muszą być rozsądne. Ograniczenia należy też stopniowo wycofywać lub modyfikować, w miarę jak dziecko dorasta.
 
 
Uczenie rozsądku i posłuszeństwa
 
Zadaniem rodziców jest nauczyć dziecko samodzielności, podejmowania właściwych decyzji i planowania przyszłości. Podając dziecku powody, dla których ma zachowywać się tak, a nie inaczej, rodzice pomagają mu zrozumieć konsekwencje jego postępowania. A gdy będzie rozumiało konsekwencje, będzie potrafiło podejmować – pod nieobecność rodziców – rozsądne decyzje.
 
Uczeniu rozsądnego rozumowania sprzyja mówienie dziecku, co zrobiło dobrze i za co jest karcone, np.: „Mam dla ciebie niespodziankę, bo bardzo ładnie posprzątałaś”; „Nie będziesz dzisiaj oglądał dobranocki, bo się spóźniłeś”. Można też prosić dziecko, by samo podawało powody nagradzania go i karcenia, np.: „Jak myślisz, za co chcę cię pochwalić?”; „Jestem zmuszony cię ukarać. Wiesz dlaczego?”. Im bardziej dziecko będzie świadome sposobu rozumowania rodzica stosującego karę, tym szybciej ją zaakceptuje i wyciągnie wnioski. 
 
Polecenia wydawane dzieciom powinny być zwięzłe, łatwe do zapamiętania i wyrażone w sposób pozytywny – raczej w formie obietnic niż zakazów, np.: „Gdy skończysz odrabiać lekcje, możesz włączyć telewizor” zamiast: „Jeśli nie odrobisz lekcji, nie wolno ci włączyć telewizji”. Powinny też jasno precyzować, czego oczekujecie od dziecka i jakie będą konsekwencje jego nieposłuszeństwa, np.: „Zjesz śniadanie, kiedy pościelisz łóżko”. Należy je też wyrażać w taki sposób, żeby łatwo można było egzekwować ich przestrzeganie, np.: „Zanim wyjdziesz na dwór, posprzątaj swój pokój, to znaczy poukładaj zabawki, schowaj ubrania, odkurz”. 
 
Przede wszystkim jednak należy ograniczać polecenia do minimum. Dom, w którym rządzi kilka prostych zasad, będzie domem o największej dyscyplinie i najmniejszych problemach. Pozwólmy dziecku korzystać z życia w obrębie kilku ustalonych reguł, ale konsekwentnie egzekwujemy ich przestrzeganie.
 
 
Mów raz i działaj
 
Przyjrzyjmy się dwóm scenom. W pierwszej dziesięciomiesięczne dziecko bawi się w piaskownicy, matka siedzi obok na ławce i czyta. Dziecko nabiera piasku do rączki i wkłada go sobie do buzi. Matka łapie dziecko za ręce, potrząsa nim, trochę krzyczy, wysypuje z dłoni piasek i wraca do czytania. Dziecko robi to kolejny raz. Matka też robi to, co poprzednio. I tak przez prawie pół godziny.
 
W drugiej scenie matka zachowuje się inaczej. Gdy dziecko chciało włożyć piasek do buzi, natychmiast zabrała je z piaskownicy, wsadziła do wózka i czytała dalej, ignorując płacz i protesty dziecka. Kiedy przestało płakać, wzięła je z wózka i zaniosła do piaskownicy. Gdy znowu spróbowało jeść piasek, od razu znalazło się w wózku. Dziecko szybko zrozumiało zależność między piaskiem w buzi a wózkiem. Obeszło się bez niezrozumiałego tłumaczenia, krzyków i potrząsania.
 
Inną metodą wychowania jest wycofanie się, gdy dziecko wywołuje zamieszanie. Jest to szczególnie skuteczne, gdy dochodzi do rywalizacji między rodzeństwem, marudzenia, albo wybuchów złości. Gdy dochodzi do konfliktu, rodzic wycofuje się z całej sytuacji (np. do łazienki lub pokoju poczytać książkę), a dziecko traci z pola widzenia osobę, na którą się złości. Niech sobie histeryzuje, pokrzyczy, da upust emocjom, a rodzic niech nawet nie zwraca uwagi na te fanaberie. Dziecko szybko się nauczy, że gdy przekracza dopuszczalne normy, rodzice nie muszą tego znosić – zaniecha nieprzyjemnego zachowania i wykaże chęć ponownej współpracy z rodzicami.
 
 
Równowaga miłości i kontroli
 
W wychowaniu należy unikać radykalizmu, bo rzadko przynosi dobre rezultaty. Unikajmy pięciu następujących postaw.
 
Rodzic dyktatorski. Niektórzy rodzice przypuszczają, że ich obowiązkiem jest rozkazywanie, dyktowanie i kontrolowanie. Wymierzają karę za karą. Ich dziecko jest całkowicie stłamszone i żyje w ciągłym strachu. W efekcie często jest kłótliwe, nieposłuszne, nerwowe i wybuchowe, w szkole sprawia problemy. Nadmierna dominacja rodziców powoduje, że dziecko nie potrafi samodzielnie podejmować decyzji. Rośnie w nim rozgoryczenie i wrogość do rodziców.
 
Rodzic pobłażliwy. Taki rodzic ulega wszelkim zachciankom dziecka. To ono rządzi w domu. Nigdy nie nauczyło się panować nad sobą, nie jest zdyscyplinowane, nie kontroluje się. Im bardziej jest nieopanowane, tym bardziej zakłopotani są jego rodzice. Dziecko nie szanuje ani swoich rodziców, ani innych osób i ich własności. Pobłażliwość nie służy dobremu wychowaniu dziecka, lecz jest przez nie odbierana jako brak zainteresowania tym, co robi. Dziecko nie może szanować rodziców, którym brak siły charakteru do tego stopnia, że uchylają się od moralnych decyzji, jakie powinni podejmować w codziennym życiu.
 
Rodzic niekochający. Badania dowodzą, że wielkie znaczenie ma okazywanie dzieciom miłości. Jej brak może nawet zabić. Niemowlęta z domów dziecka, którym nie okazywano w dostatecznym stopniu zainteresowania i miłości, często umierały. Tymczasem coraz więcej rodziców zaniedbuje dzieci, porzuca je albo znęca się nad nimi. Jednak powszechniejszym i bardziej zamaskowanym rodzajem odrzucenia dzieci, wprawiającym socjologów w przerażenie, jest stosowanie surowych kar, ciągłe krytykowanie i ganienie dziecka, wyszukiwanie jego niedociągnięć, narzucanie mu nieosiągalnych standardów i wytykanie przez porównywanie go z innymi.
 
Rodzic zaborczy. Niektórzy rodzice pod pretekstem miłości i troski nie pozwalają dzieciom podejmować ryzyka ani robić czegokolwiek samodzielnie. Są przekonani, że ich dziecko potrzebuje ciągłej pomocy. Starają się zatrzymać dzieci jak najdłużej przy sobie i uzależnić je od siebie. Inni rodzice wszystkie swoje marzenia i nadzieje pokładają w przyszłości dziecka. Często zdarza się to w rodzinie, w której rodzic, nie odczuwając satysfakcji w innych dziedzinach, chce, aby jego ambicje spełniły się w życiu dziecka. 
 
Brak zgody między rodzicami. Co zrobić, gdy rodzice mają przeciwne poglądy na temat wychowania i dyscypliny? Jedno z rodziców jest surowe i władcze, a drugie próbuje być zrównoważone, przystępne i elastyczne. Nawet gdy rodzice nie zgadzają się ze sobą co do metod wychowania, nigdy nie powinni tego pokazywać dziecku i otwarcie się sobie przeciwstawiać. Należy to robić na osobności.
 
Choć rodzice mogą się różnić temperamentem, metodami i sposobem reagowania, dziecko uczy się szybko, jak odpowiadać każdemu z nich. Niezależnie od tego, w jaki sposób różne metody wychowania będą wykorzystane, dziecko szybko dostosuje do nich swoje zachowanie i dojrzeje do stawianych mu wymagań, jeśli będzie wiedzieć, że rodzice są zgodni w zasadniczych sprawach. Jeśli jednak zorientuje się, że może poróżnić rodziców i postawić na swoim, będzie stosować tę taktykę. Dziecko musi mieć poczucie bezpieczeństwa, a sprzyjają temu konsekwentne metody wychowawcze. Poczucie bezpieczeństwa jest poważnie zagrożone, gdy dziecko widzi, że jedno z rodziców próbuje wytykać braki drugiemu albo rodzice przeciwstawiają się sobie, spierają i podważają swoje stanowiska.
 
 
 
 
Olgierd Danielewicz
[Opracowano na podstawie: Nancy Van Pelt,  Zostań wychowawcą swego dziecka, Warszawa 2004;
Źródło: Miesięcznik Znaki Czasu, Marzec 2009]
 

Autor artykułu: Olgierd Danielewicz

Dodane przez: Administrator | Opublikowano: 2011-03-01 | Kategoria: Czytelnia

Wyświetleń: 1016


Dodaj komentarz