Może spróbujemy?

Nie ma miesiąca, aby z piedestału nie spadały tak zwane społeczne, polityczne, a nawet religijne autorytety.

 

Indagowana w tej sprawie młodzież odpowiada, że w zasadzie nikomu nie ufa, a co gorsza, wielu nie ufa nawet własnym rodzicom. Nie ufa rodzicom, wychowawcom, nauczycielom, duchownym, i na końcu – sobie samym. Żyjemy zatem w świecie zniszczonych autorytetów i warto byłoby się zastanowić, dokąd to nas jako społeczeństwo doprowadzi i jakie przyniesie owoce.

 
Skąd się biorą te wszystkie patologie, dlaczego coraz więcej negatywnych zjawisk pojawia się pośród nas? Niektórzy, chcąc uśpić sumienia, mówią, że one były zawsze, ale współczesne tempo przekazu informacji sprawia, iż obecnie dowiadujemy się o wielu sprawach, które kiedyś do nas nie docierały. Czyżby? Gdzie jest początek tego zła, które panoszy się pośród nas z niebywałą energią?
 
Czytając uważnie Biblię, nie sposób nie zauważyć, że świat, w którym przyszło nam żyć, jest bardzo podobny do tego, w jakim żyli ludzie przed potopem. Nie mam najmniejszego powodu, aby nie ufać słowom Jezusa, który mówił do swoich uczniów, jaka będzie rzeczywistość tuż przed Jego powrotem. Jezus wyraźnie powiedział, że „jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego”. Wystarczy sięgnąć do szóstego rozdziału Księgi Rodzaju, aby sprawdzić, co się działo w tamtych czasach, jak bardzo ówczesne zjawiska społeczne nie podobały się Panu Bogu i jaka była Jego reakcja na patologie. Wniosek sam się nasuwa: żyjemy w czasach końca naszego świata i trzeba by się zastanowić nad tym, w jakiej kondycji powitamy powracającego Zbawiciela.
 
Obserwacja zjawisk społecznych, badanie ich przyczyn, analiza wpływu warunków życia na zachowania i postawy ludzkie nie uwzględniają niestety obecności Boga w życiu społecznym i rodzinnym. A to wielka szkoda, bo przekonalibyśmy się, jak się ona ma do występowania zjawisk patologicznych. A może doszlibyśmy do przerażającego wniosku, że już niewielu ludzi na ziemi naprawdę wierzy w Boga i wiarę przekłada na codzienne życie? Ilu uczestników życia społecznego i politycznego powołuje się na tak zwane wartości chrześcijańskie, nie mając najmniejszego pojęcia, o czym mówi, skoro w ich słowach jest pełno jadu, nienawiści i pogardy? Czym są dzisiaj owe „wartości chrześcijańskie”?
 
Współczesne społeczeństwo przypomina bardziej osobę z ciężką demencją, ubraną we frywolne szatki, spowitą kolorowymi szalami tradycji, pozbawioną refleksji nad skutkami i przyczynami swojego postępowania, aniżeli oświeconego mędrca, za jakiego chce się uważać. Żyjemy w wielkiej ułudzie, bo wydaje się nam, że wszystko mamy pod kontrolą.
 
Jezus powiedział do słuchających Go ludzi, że „prawda was wyswobodzi", a w rozmowie z Piłatem wyraźnie zaznaczył, że przyszedł na świat, aby „dać świadectwo prawdzie”. Nie wystarczą deklaracje wiary oraz chodzenie do kościoła. Jak napisał w swym liście apostoł Jakub – i szatan wierzy w Boga. Tylko co z tego wynika? Najwyższy już czas podjąć poszukiwania prawdy o Bogu, o sobie samym; prosić o mądrość do życia w warunkach, które godnemu życiu nie sprzyjają. 
 
Wbrew panującemu kryzysowi rodziny, wbrew statystykom, które mówią, że liczba zawieranych małżeństw maleje na rzecz wolnych związków, wbrew rosnącej ilości rozwodów, to właśnie rodzina może stać się miejscem poszukiwania prawdy i azylem przed patologiami świata. I warto do tego dążyć na przekór panującym trendom i modzie. Jednak trzeba włożyć w to trochę wysiłku, odsunąć na bok przyzwyczajenia, lenistwo i błędny pogląd, że „wszyscy tak żyją”.
 
Aby tak się mogło stać, rodzina musi wypełnić kilka warunków.
 
 
Warunek pierwszy – zaprośmy Boga!
 
Na czele rodziny musi stanąć sam Bóg, który będzie pierwszym i jedynym autorytetem we wszystkich aspektach życia. To On, Pan i Stworzyciel nieba i ziemi, będzie Ojcem rodziny, a wszyscy jej członkowie Jego dziećmi, a więc braćmi i siostrami. Czy pomyśleliście kiedyś, drodzy rodzice, o swoich dzieciach jako o braciach i siostrach w Chrystusie? I jak takie pojmowanie najbliższych może zmienić wzajemne relacje?
 
 
Warunek drugi – koniec z bałwochwalstwem!
 
Poza Bogiem nie będzie w domu innych Bogów, którym dotychczas oddawaliśmy swój czas, cześć i pieniądze. Energię, czas i uczucia oddamy naszym najbliższym, aby umacniać i rozwijać wzajemne relacje i pogłębiać intymność. Miłość, ta bezwarunkowa, będzie odtąd naszym celem. Powyłączamy telewizory, pochowamy piloty, posłuchamy naszych bliskich, popatrzymy im w oczy, opowiemy o swoich uczuciach i marzeniach, poczytamy razem książki, podyskutujemy o tym, co nas interesuje, nauczymy się rozwiązywania konfliktów i przestaniemy się kłócić, obrażać i poniżać.
 
 
Warunek trzeci – koniec z nadużyciami względem Boga!
 
Nie będziemy bez powodu i bez szacunku używali imienia Boga. Znajdziemy sobie inną formę wyrażania lęku, przerażenia, zdziwienia i przysięgania.
 
 
Warunek czwarty – dobrze odpoczniemy!
 
Odłożywszy wszystkie zajęcia, będziemy święcić Boży dzień święty. Ten wyznaczony przez Boga i zachowywany przez Jezusa, apostołów i pierwszych chrześcijan. Tu nie chodzi o godzinę przeznaczoną na nabożeństwo, a potem zakupy w supermarkecie. Chodzi o cały dzień dla Boga – o Jego dzień. Niech będzie on dniem rodzinnej radości i wspólnoty, dniem czynienia dobra naszym bliźnim, dniem rekreacji i wypoczynku po tygodniu uczciwej pracy. Chociaż raz w tygodniu nie patrzmy niecierpliwie na zegarek rozmawiając z własnymi dziećmi czy współmałżonkiem. Zgodnie z Bożą obietnicą, taki dzień będzie wyjątkowo błogosławiony przez Pana, stając się źródłem rodzinnego szczęścia. 
 
 
Warunek piąty – zaakceptujemy starszych!
 
Szacunkiem i miłością będziemy otaczali naszych rodziców, ludzi sędziwych i naszych wychowawców – tych wszystkich, którzy wychowali nas, starając się zrobić to jak najlepiej, choć nie byli wolni od błędów i porażek.
 
 
Warunek szósty – koniec z zabójstwami!
 
Nie będziemy zabijali słowem, gestem, pogardą, poniżeniem, odtrąceniem, zaniedbaniem, molestowaniem i przemocą. Pokochamy siebie i bliźnich.
 
 
Warunek siódmy – uczciwość i lojalność małżeńska!
 
Żadna zdrada małżeńska nie dotknie naszego związku – nie będzie rozbitych małżeństw, skrzywionych emocjonalnie dzieci, zranionych uczuć. Koniec rozmowy z kolegami i koleżankami na tematy łóżkowe. Nie łudźmy się „złe rozmowy psują dobre obyczaje”.
 
 
Warunek ósmy – koniec z kradzieżami!
 
Nie będziemy się wzajemnie okradali z uczuć, czasu, miłości, przyjaźni i zaufania. Wszystko to jesteśmy winni głównie naszym najbliższym, a dopiero potem kolegom i znajomym. Będziemy dbali o uczciwość w relacjach rodzinnych, ale nie tylko: również w interesach, pracy, w podatkach. Nic tak nie burzy autorytetu rodzicielskiego, jak zauważana przez dzieci dwulicowość własnych rodziców.
 
 
Warunek dziewiąty – koniec z kłamstwem i obmową!
 
Nie będziemy plotkować i mówić nieprawdy o innych ludziach. Nasze dzieci nie będą słyszały słów pełnych kłamstwa i nie będą widziały naszego fałszu w relacjach z innymi ludźmi. Jest jeszcze tyle rzeczy pięknych i dobrych, o których można rozmawiać. Nauczymy się je dostrzegać. 
 
 
Warunek dziesiąty – będziemy wdzięczni!
 
Za wszystko będziemy dziękowali Bogu. Nie będziemy pożądali różnych rzeczy dla samej przyjemności ich posiadania, nie będziemy zazdrościli innym ludziom, że mają więcej i lepiej – sam Bóg wypełni wszystkie nasze potrzeby, bo On wie, czego nam potrzeba.
 
***
 
A gdy będziemy tak postępować, cały świat wyda się lepszym, niż jest, a rzeczywistość, którą przyjdzie nam kreować, będzie bardziej przyjazna niż ta, w której żyjemy. Nasze dzieci nie będą powiększały obszaru patologii społecznej, której na co dzień mamy dość! Czy to jest trudne?
 
 
 
 
Barbara Niemczewska
[Źródło: Miesięcznik Znaki Czasu, Wrzesień 2004].
 
 
 
 

Autor artykułu: Barbara Niemczewska

Dodane przez: Ewcysia | Opublikowano: 2012-01-01 | Kategoria: Czytelnia

Wyświetleń: 1496


Dodaj komentarz