Jezus Chrystus I Wielki

Skąd takie uwielbienie w Polsce dla Jana Pawła II? Czy dlatego, że był mądrym, wykształconym, znającym wiele języków, szanowanym w świecie człowiekiem? Tak. Ale nade wszystko dlatego, że był właśnie takim Polakiem.

 

Każdy naród chce mieć swego bohatera, zwłaszcza taki, który ciągle cierpi na jakiś deficyt dowartościowania. Po wiekach bycia przedmurzem chrześcijaństwa ― ze świadomością, że to właśnie Polacy w XVII wieku pod Wiedniem uratowali być może Europę przed zalewem wojowniczego islamu, a później w 1920 roku pod Warszawą przed czerwoną rewolucją ― ciągle trawimy w sobie rachunki krzywd: brak międzynarodowej wdzięczności, rozbiory, zdradę jałtańską, dowcipy o Polakach. W takich warunkach każdy Polak, który wybije się ponad przeciętność, zmuszając świat do zauważenia go i docenienia, staje się automatycznie bohaterem narodowym, bowiem przez jego osobę doceniany jest cały naród, a akurat my potrzebujemy tego jak powietrza.
 
Zdaję sobie sprawę, że to uproszczona ocena tego zjawiska i że zapewne Jan Paweł II miał więcej przymiotów, które czyniły zeń człowieka wielkiego formatu. Wszystko jednak musi mieć właściwą miarę. W każdej dziedzinie przesada jest szkodliwa, nawet w uwielbieniu dla człowieka. Mamy bowiem wtedy do czynienia z bezkrytycznym chłonięciem wszystkiego, co wiąże się z naszym bohaterem. A przecież nawet w życiu apostołów Chrystusa były zachowania lepsze i gorsze. Nawet Boży prorocy popełniali błędy, opisane w Piśmie Świętym po to, byśmy nie mieli zbyt wysokiego mniemania o sobie ani o innych ludziach, ale zawsze spoglądali na Jezusa Chrystusa ― nasz najdoskonalszy wzór do naśladowania.
 
Przesada w wielbieniu człowieka może nawet zagrażać naszemu zbawieniu. Jakiś człowiek może się stać dla nas tak wielki, że w końcu zasłoni nam Boga, Jezusa ― prawdziwy przedmiot kultu. Pismo Święte nazywa takie zjawisko bałwochwalstwem ― gdy ktoś lub coś doznaje od ludzi czci należnej samemu tylko Bogu. Apostołowie naszego Pana znali to niebezpieczeństwo i bardzo się przed nim bronili. Gdy przyglądające się dziełom Pawła i Barnaby tłumy krzyczały: „Bogowie w ludzkiej postaci zstąpili do nas” [1] i chciały złożyć im ofiary, apostołowie zawołali z przerażeniem: „Ludzie, co robicie? I my jesteśmy tylko ludźmi, takimi jak i wy, zwiastujemy wam dobrą nowinę” [2]. Nawet aniołowie bronili się przed ubóstwianiem ich. Gdy apostoł Jan, poruszony objawieniem Jezusa Chrystusa przekazanym mu w widzeniu za pośrednictwem anioła, upadł przed nim, by mu oddać pokłon, anioł krzyknął: „Nie czyń tego! Jestem współsługą twoim i braci twoich, proroków, i tych, którzy strzegą słów tej księgi, Bogu oddaj pokłon!” [3].
 
Właściwa miara pozwala odróżnić należny szacunek od nienależnego kultu; pozwala dostrzec, że za słowami przypisywanymi naszemu bohaterowi częstokroć stoi Autor niezauważalny, a prawdziwie godny czci. „Miłujcie się!”, „Nie lękajcie się!” i wiele innych słów wywołujących w nieświadomych tłumach fale podniecenia i podziwu to przecież tak naprawdę nie słowa papieża, a zapisane w Piśmie Świętym słowa Jezusa Chrystusa. Jeśli komuś należy się za to pokłon, hołd, cześć i uwielbienie, to tylko ich prawdziwemu Autorowi. Tak jak mówi Księga Apokalipsy: „Godzien jest ten Baranek zabity wziąć moc i bogactwo, i mądrość, i siłę, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo”. A całe niebo i ziemia odpowiada: „Temu, który siedzi na tronie, i Barankowi, błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc na wieki wieków” [4].
 
Przestańmy się fascynować wielkością choćby najbardziej godnego szacunku człowieka; zacznijmy wreszcie dostrzegać wielkość naszego Zbawiciela! Przestańmy się zastanawiać, kiedy Jan Paweł II zostanie ogłoszony świętym; zastanówmy się raczej nad słowami proroka Izajasza: „Tylko Pana Zastępów miejcie za Świętego” [5]. Pomyślmy o słowach Boga, który mówi do każdego z nas: „Świętymi bądźcie, bo ja jestem święty (…) bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym” [6].
 
A może tak nam po prostu wygodniej ― kreować nielicznych świętych, by większość mogła dalej prowadzić życie dalekie od świętości, swą pobożność sprowadzając jedynie do kultu tych pierwszych...?
 
W ostatnich wydarzeniach, których byliśmy świadkami, tak bardzo brakowało mi postawy największego, według słów Jezusa, jaki się z ludzi narodził ― Jana Chrzciciela. Pewnego razu powiedział on do swoich uczniów (niepewnych relacji, jakie panowały między ich mistrzem a Jezusem): „On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym” [7]. I takiej postawy życzę sobie i każdemu, by w naszym życiu Chrystus z każdym dniem stawał się coraz większy, a wszystko inne coraz mniejsze.
 
 
 
Andrzej Siciński
[Źródło: www.eioba.pl].
 
 
[1] Dz 14,11. [2] Tamże, w. 15. [3] Ap 22,9. [4] Tamże 5,12-13. [5] Iz 8,13. [6] I P 1,16.15. [7] J 3,30.
 
 
 
 
 
 
 

Autor artykułu: Andrzej Siciński

Dodane przez: Administrator | Opublikowano: 2012-08-09 | Kategoria: Czytelnia

Wyświetleń: 579


Dodaj komentarz