Dlaczego jestem na pedagogice tańca?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, mogłabym użyć jednego zdania, ale obawiam się, że byłoby to trudne do zrozumienia dla czytelnika, więc muszę zacząć od początku...

 

 
 
 
Rok 1975
 
 
Pojawiam się na tym świecie jako drugie dziecko w mojej rodzinie. Mam starszego o rok brata i kochających rodziców. Żyje nam się dobrze jak na tamte czasy. Mama pracuje i tata też, choć lubi sobie wypić.
 
 
Rok 1980
 
 
Przeprowadzamy się do rodzinnego miasta taty, bo tu są lepsze warunki lokalowe dla naszej rodziny. Mama zmienia pracę, tata zostaje rencistą wojskowym, a ja i mój brat mamy swoje pokoje. Niestety nie zmienia się tylko picie taty, ale jak na tamten czas, dla mnie jako dziecka, nie było to bardzo odczuwalne. 
 
W naszym nowym mieście mieszkała też babcia i dziadek – rodzice taty. Dziadek był rzeźnikiem i wiecznie pochłaniała go praca w sklepie, a gdy był w domu to jadł i spał. Całą resztą zajmowała się babcia. Była bardzo energiczną i zaradną kobietą. Właściwie to ona zasiała pierwsze ziarna prawdy w moim sercu...
 
W latach 80 –tych często bywaliśmy z bratem u dziadków, nawet tam nocowaliśmy. U nich było inaczej niż w naszym domu, nie było świętych obrazów na ścianach, choinki w święta ani zajączka wielkanocnego. Zawsze przed jedzeniem trzeba było się modlić i dziękować Bogu za pokarm na stole, na którym leżała Biblia – taka stara, trochę poplamiona, popodkreślana, trochę jakby zużyta, z dużymi literami. Lubiliśmy z bratem jak babcia czytała nam różne historie z Biblii, ale najfajniejsze były komiksy o życiu Pana Jezusa i działalności apostołów. Mój brat, jak tylko przychodziliśmy do babci, to już w drzwiach wołał „Bafciu, bafciu pocitaj nam historynki.”
 
Wtedy jeszcze nie wiedziałam i nie miało to dla mnie większego znaczenia, że babcia  i dziadek nie są katolikami, a należą do kościoła zielonoświątkowego, a ja wzrastałam w świadomości, że można wierzyć inaczej... 
 
 
Rok 1988
 
 
Gdy byłam w szóstej klasie, zaprzyjaźniłam się z Ingą. Moja poprzednia przyjaciółka wyjechała do Kanady i bardzo było mi szkoda, że to tak daleko i pewnie już się nie zobaczymy. Spędzałyśmy ze sobą każdy wolny czas, mimo że ja miałam go niewiele, bo uczyłam się jeszcze w drugiej szkole – muzycznej, w klasie fortepianu. 
 
No, ale pojawiła się Inga. Jak się okazało była w tym kościele co moi dziadkowie. Lubiłam do niej przychodzić. Jej brat świetnie grał na gitarze, był od niej starszy i podobał mi się. Często graliśmy i śpiewaliśmy wszyscy razem. Były to ich pieśni z kościoła, bo tam bardzo dużo się śpiewa. Inga zaczęła zapraszać mnie na różne spotkania, zjazdy dla młodzieży, jakie u nich się odbywały. Nawet mi się tam podobało, ale gdy zaczynały się modlitwy i wszyscy nagle głośno wypowiadali niezrozumiałe słowa, pojawiało się u mnie uczucie niepokoju. To mi przeszkadzało...
 
 
Rok 1990
 
 
Po skończonej szkole podstawowej Inga wyjechała na stałe do Niemiec, a ja poszłam do liceum na kierunek pedagogiczny. Zawsze chciałam być przedszkolanką. Do dziś pamiętam moją kochaną panią Jolę z przedszkola i gdy ją czasem spotkam w rodzinnym mieście, to kłaniam się jej nisko. Kończyłam też szkołę muzyczną i pojawiło się pytanie: co dalej? Może spróbować zdawać do średniej? Tak też zrobiłam, bo stwierdziłam, że przecież nie mam nic do stracenia. Namówiłam też inną koleżankę z klasy fletu – Adriannę.
 
Dostałyśmy się obie. Ona do klasy fletu, ja do klasy organów. No i zaczęło się! Całymi dniami byłam poza domem. Rano ogólniak, potem jazda 30 km autobusem do drugiego miasta na zajęcia do muzycznej, w przelocie jakaś kanapka z jogurtem, powrót ok. 21 i do lekcji. Albo – rano ogólniak, potem torba z nutami na ramię i trening na kościelnych organach w małej parafii niedaleko liceum. Czasami byłam naprawdę zmęczona, ale lubiłam to co robię. W domu rodzice mieli duże problemy wychowawcze z bratem, a ja miałam swój świat...
 
 
Rok 1992
 
 
Jeżdżąc te 30 kilometrów do muzycznej tam i z powrotem z Adrianną, miałyśmy trochę czasu, aby się lepiej poznać. Ten czas w autobusie to była dobra rzecz. Chwila przerwy między zajęciami, czas na posiłek, a w razie potrzeby i czas na naukę z różnych teoretycznych przedmiotów. Jeździłyśmy już tak dobre pół roku, gdy któregoś razu rozmowa zeszła na tematy religijne. Rozmawiałyśmy o dniu świętym. Zaskoczyło mnie nie tylko to, co powiedziała mi Adrianna, ale sposób, w jaki mi to powiedziała bardzo mnie zastanowił – „ No co ty, Ewka! Przecież siódmym dniem tygodnia jest sobota, a nie niedziela!” To był dla mnie szok. Jak to sobota? Nie rozumiałam tego, ale sposób przekazu, jej relacja - taka naturalna, spontaniczna, oczywista - bardzo mnie zastanowił. Czy wytłumaczyła mi to do końca? Trochę tak i trochę nie. To co mi opowiedziała musiałam przetrawić w swojej głowie i wyciągnąć wnioski, bo nie dawało mi to spokoju. Chciałam poznać prawdę. Jak doszło do zamiany soboty na niedzielę i dlaczego? A co w takim razie z innymi naukami, w które wierzyłam? Co Biblia mówi na ten temat? Tak więc zaczęłam ją czytać...
 
Zaczęły się też rozmowy o wielu interesujących dla mnie sprawach. Dlaczego ludzie zmienili przykazania Boże, dlaczego ta sobota jest taka ważna, czego jest symbolem, co dzieje się z nami po śmierci, dlaczego Jezus umarł na krzyżu, kiedy i jak powróci, dlaczego przyjdzie po raz drugi, a co z sądem Bożym, kiedy i gdzie się odbędzie, dlaczego ważne jest to, jak się odżywiam, co jem i piję, a czego nie jem i nie piję, czego słucham lub nie słucham, co oglądam, a czego nie oglądam, jakie święta obchodzę, a jakich nie obchodzę, moje cudowne Boże Narodzenie czy Wielkanoc, które tak ciepło wspominam z lat dziecięcych, komu tak naprawdę cześć i chwałę oddają, kim jestem i co tu robię na tym świecie?...
 
 
18 lipca 1992
 
 
Mam 17 lat i z zupełną świadomością tego co robię, przyjmuję chrzest w Kościele Adwentystów Dnia Siódmego. Dlaczego? Dlatego, że postanowiłam żyć w zgodzie sama ze sobą i z moim osobistym przyjacielem Jezusem, którego bardzo pokochałam. Zaufałam Jego słowom, które czytałam na kartach Biblii, a nie ludzkim, które są omylne i nie zawsze prawdziwe. Moje życie zmieniło się, pojawiła się jego lepsza jakość na tym upadłym, pełnym grzechu świecie. Inny obraz, inna perspektywa, doświadczanie świata przez pryzmat Bożej miłości i Jego przebaczenia - sobie samemu i drugiemu człowiekowi - każdego dnia.
 
Dlaczego to ważne dla mnie? Dlatego, że wierzę w Boże obietnice, które mówią, że jest życie wieczne dla mnie i dla każdego z nas. To kwestia osobistego wyboru i decyzji: komu chcę służyć i komu cześć oddawać w życiu swoim. Ja wybrałam Jezusa i za przywódcą izraelskim- - Jozuem mogę powtórzyć „Ja i dom mój służyć będziemy Panu!” (Joz. 24,15)
 
 
Lata 2000 - 2008
 
 
To lata dużych zmian w moim życiu. Przeprowadzam się do Szczecina, wychodzę za mąż, zaczynam pracę w nowym mieście. Zawsze chciałam  pracować w przedszkolu i tak się staje, choć jestem z zawodu fizjoterapeutą. Pracuję w różnych przedszkolach w Policach i Szczecinie jako instruktor ćwiczeń korekcyjnych. W międzyczasie rodzą się dzieci, najpierw Mati, 2 lata później Szymek, a ja zabiegana i zapracowana. Do tego wszystkiego dokładam sobie prowadzenie aerobiku. Zatrudniam dwie osoby do prowadzenia zajęć w Policach. Mam kochanego męża, który cierpliwie i z miłością znosi moją aktywność zawodową, a jako informatyk w wielu sprawach bardzo mi pomaga.
 
Pojawia się dobra koniunktura w branży budowlanej, więc zaczynamy budowę naszego domku pod Szczecinem. I nagle trach!... Mąż traci pracę w Policach, moi pracownicy podbierają mi moje przedszkola, budowa w toku, a kredyt trzeba płacić...
 
„Wołaj do mnie, a odpowiem ci i oznajmię ci rzeczy wielkie i niedostępne, o których nie wiesz!” – tak mówi Słowo Boże w księdze Jeremiasza 33,3.
 
Zaczęłam wołać: dlaczego nas to spotkało? Czy Pan Bóg nie wiedział co dzieje się w naszym życiu? W Biblii Bóg nazwany jest Bogiem Dziwnym i rzeczywiście doświadczyłam tego. Wołałam i będąc Mu nadal wierną w zasadach, jakimi nauczył mnie kierować się w życiu, dał mi odpowiedź we właściwym czasie. Zrozumiałam, że Bóg czasami zabiera nam coś po to, abyśmy otworzyli oczy, które nie widzą, i usłyszeli o rzeczach nam niedostępnych, a bardzo ważnych dla naszego życia. Mój Bóg pokazał mi, że są rzeczy i sprawy ważniejsze niż praca, do której od najmłodszych lat tak bardzo byłam przyzwyczajona. Pokazał większe wartości, które umykają z biegiem czasu i pozostają już w naturalny sposób nie do nadgonienia. 
 
Z perspektywy czasu jestem Mu ogromnie wdzięczna za to doświadczenie i za to, że przeszedł je razem ze mną. W czasie, gdy mąż nie miał jeszcze pracy, Bóg tak pokierował sprawami, że w tej garstce przedszkoli, które mi pozostały, zapisało się dużo dzieci, a na aerobik mnóstwo pań. Takiej frekwencji nie miałam nigdy dotąd, a to pozwoliło mi zarobić więcej, dokładnie o tyle, ile nam brakowało z pensji męża i moich utraconych placówek. Trwało to tak długo, aż mąż nie znalazł innej pracy, którą zajmuje się do dnia dzisiejszego. Czyż Bóg nie jest dziwny, a zarazem wspaniały? 
 
W pewnym miejscu w Biblii jest napisane – skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan... 
 
To doświadczenie jeszcze bardziej zacieśniło nasze więzi nie tylko z Bogiem, ale i w rodzinie ze sobą nawzajem...
 
 
Rok 2011
 
 
Od kilku lat mieszkamy w naszym domku, z którego bardzo się cieszymy. Chłopcy rosną zdrowo, mąż pracuje, a u mnie trochę zmian. Na jakiś czas przerwałam prowadzenie aerobiku, żeby być częściej w domu z chłopcami, trochę dzieci w przedszkolach ubyło, grupy stały się mniej liczne. Myślę sobie – Panie, co jest? Znowu pytam i czekam na odpowiedź co będzie ze mną, z moim życiem, z moją pracą?... Ponad pół roku cierpliwie czekałam na odpowiedź. Zadzwonili ze szkoły w naszej wsi czy nie chciałabym pracować jako nauczyciel do gimnastyki korekcyjnej. Czy nie chciałabym? No jasne, że tak! Jeżeli jest tylko taka możliwość! Pani Dyrektor zasugerowała też, żeby zrobić jeszcze jakieś studia podyplomowe, przydatne w naszej szkole. Zaproponowała właśnie PEDAGOGIKĘ TAŃCA.
 
Nie byłam tym zachwycona, bo przecież tancerką nie jestem. Wzięłam plan zajęć i szybko zorientowałam się, że jedyne ogniwa, które łączą mnie z tym kierunkiem, to trzy przedmioty: rytmika, gimnastyka korekcyjna i fitness. Powiedziałam o tym pani dyrektor, ale najwidoczniej miała więcej wiary we mnie niż ja w siebie. Drugi problem dla mnie był taki, że zajęcia miały odbywać się w weekendy. Dla mnie była to ważna sprawa, bo to oznaczało, że nie będę mogła, a raczej nie będę chciała, uczęszczać na zajęcia w soboty. Odbyłam długą rozmowę z Dyrektorem Szkoły. Trudno było mu zrozumieć moje stanowisko, ale idąc tam, wiedziałam, że nie będzie to łatwa rozmowa. Koniec był taki, żeby jednak podjąć te studia z nadzieją na dobrą wolę prowadzących.
 
Jak się okazało - dobra wola jest, ale nie zawsze idzie to w parze ze zrozumieniem. Na szczęście, aby zaliczać niektóre przedmioty, ta dobra wola wystarczy. Czasami wymaga to ode mnie dodatkowego spotkania z prowadzącym gdzieś w innym miejscu, w innym terminie, ale jest to, jak widać, możliwe...
 
 
Rok 2012
 
 
Wiem, że to nie był przypadek, że urodziłam się w takiej, a nie innej rodzinie, że miałam taką, a nie inną babcię, że otaczali mnie tacy, a nie inni przyjaciele, których ścieżki życia łączyły się na jakiś czas z moimi. Wiem, że to nie przypadek, że jestem tu, gdzie jestem – na pedagogice tańca, i że otaczają mnie tacy ludzie, a nie inni, że ja otaczam ich właśnie, a nie innych. Dziękuję Bogu, że mogłam tutaj poznać Violę - wspaniałą, wrażliwą, ciepłą, szczerą osobę, której dusza była tak bardzo chora gdy się spotkałyśmy. Dziękuję Bogu, że mogłam po raz kolejny doświadczać wspaniałej mocy modlitwy i widzieć jak Bóg leczy jej zranione serce i przywraca ją do życia w radości i pokoju. Takie rany w naszych sercach może uleczyć jedynie Ten, kto nas stworzył i wszystko o nas wie...
 
Rzeczywiście dziwny jest mój Bóg, że mnie prowadzi tam, gdzie jestem dzisiaj. Nigdy nie odwraca się ode mnie, jest zawsze wierny, ochrania mnie przed wszelkim złem, prowadzi drogami, które nie zawsze są mi znane, ale ufam Mu. Z miłości i z wdzięczności za to co zrobił i nadal robi dla mnie, ofiaruję Mu moją wierność i posłuszeństwo - dla Jego praw i zasad, które dla ludzi są dziwne i niezrozumiałe, bo tak naprawdę nie znają Go – dawcy tych praw. A dał je po to, aby nas chronić przed złem i skutkami grzechu na tej ziemi. Jaka szkoda, że tak niewielu chce Go poznać bliżej...
 
 
Dlaczego jestem na pedagogice tańca?
 
 
Dlatego, że Bóg ma najlepszy plan dla mojego życia, a ja staram się słuchać Jego głosu i podążać w jego kierunku, chociaż nie zawsze jest to dla mnie do końca zrozumiałe.
 
Każdego poranka, gdy budzi moje uszy i otwiera moje oczy, czytam Jego Słowo, a ono mi mówi „Powierz Panu drogę swoją, zaufaj mu, a On wszystko dobrze uczyni” Ps.37,5
 
 
 
 
Ewa Świątek
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Autor artykułu: Ewa Świątek

Dodane przez: Administrator | Opublikowano: 2012-09-25 | Kategoria: Jak poznałem Boga?

Wyświetleń: 1633


Dodaj komentarz