Córce na ratunek

Elżbieta jest mocno doświadczona przez los. Ma za sobą wiele operacji, towarzyszą jej trudności w chodzeniu, do tego jeszcze problemy rodzinne.

Przez 36 lat należałam do Organizacji Świadków Jehowy, a kiedy odkryłam prawdziwy Boży Kościół bezzwłocznie przyłączyłam się do niego. Moje dzieci jednak zostały w poprzednim wyznaniu, a ja bardzo nad tym bolałam. Najmłodsza córka parę lat temu została wykluczona z organizacji z powodu narkotyków i alkoholu. Esterka ma 25 lat i przez 6 lat przebywała w Aberdeen w Szkocji, gdzie prowadziła bardzo rozrywkowe życie. Nie chciała słyszeć o Bogu. Kilka razy jeździłam do niej, tłumaczyłam i błagałam o opamiętanie. Bezskutecznie. Paliła i zażywała wszelkiego rodzaju narkotyki. Była wrakiem człowieka.

Serce mi krwawiło. Gdy się nawróciłam w kwietniu 2011 i 23 czerwca przyjęłam chrzest postanowiłam przez cały czas modlić się o nią do Pana Jezusa. I stał się cud!

17 lipca zadzwoniła błagając; „….mamo potrzebuję pomocy bo umieram….” Było to w niedzielę. Pan Jezus pomógł mi i cudem dostałam tani bilet na samolot do Anglii na wtorek. Płakałam ze szczęścia. Udało mi się także dostać bilet na bezpośrednie połączenie PKS z Augustowa na Okęcie. Były mąż nie chciał ze mną lecieć.

Martwiłam się także o to w jaki sposób dostanę się do niej, bo z lotniska w Anglii trzeba było jechać do niej jeszcze250 km, a ja nie znam języka angielskiego. O dowiezienie mnie na miejsce zadbał już Pan Jezus dzięki pomocy brata chrześcijanina z Bielska Białej. On załatwił mi transport. Szczęśliwie dojechałam do Aberdeen. Przez całą drogę rozmawiałam z kierowcą o Panu Jezusie i Biblii.

Gdy dotarłam pojawiły się kolejne problemy. Okazało się, że Esterka od miesiąca jest bezdomna, nie pracuje, upija się i bierze heroinę. Była na wpół łysa. Ruszały jej się zęby, bolały kości, nerki i trzustka. Ledwo ją rozpoznałam. Był to straszny widok!

Błagała mnie o pomoc. Nie miała ważnego paszportu, a dowód osobisty zgubiła. Co miałam w tej sytuacji robić? Modliłam się. Błagałam Pana z płaczem. Jak miałam wyrwać dziecko z rąk szatana? Następnego dnia z samego rana pojechałyśmy autobusem do stolicy Szkocji, Edynburga, aby szukać ambasady i konsula, który mógłby pomóc nam zdobyć nowy paszport.

Na środę miałam już zarezerwowane bilety powrotne do Polski. W bilety nie były wpisane jednak numery paszportów. Miała je wpisać druga córka przez internet poinformowana przez nas telefonicznie tuż po załatwieniu paszportu. Odlot miałyśmy o 17.15 z Edynburga. Pan skruszył serca urzędników o 13.00 miałyśmy paszport dla Esterki.

Nie znając miasta musiałyśmy znaleźć dostęp do komputera, internetu i drukarki. Musiałyśmy wydrukować bilet. Pan pokierował nas do wielkiej biblioteki na Zamku. Pracownicy pomogli nam. O 14.00 miałyśmy już bilety na samolot i pozostał nam jedynie półgodzinny dojazd na lotnisko. Zdążyłyśmy. Esterka dostała drgawek głodowych. Zrobiła się agresywna. Na lotnisku była straszliwa kolejka. Tu szatan jeszcze raz uderzył! Nie wpuszczono nas do samolotu, który odleciał bez nas!

Boże co mam robić? Boże ratuj! – wołałam. W kieszeni miałam tylko 50 funty. Innego samolotu w tym dniu już nie było. Dnia następnego był samolot do Gdańska, ale trzeba było dopłacić 200 funtów.

Uklękłam na środku lotniska. Głośno płacząc modliłam się z rękoma wyciągniętymi w górę. Nie wiedziałam co robić. Błagałam Boga o pomoc. Jedyna nadzieja była w Nim. On jest Bogiem cudów. Duch Święty poddał mi myśl, że mam przy sobie kartę do bankomatu, na której miałam jeszcze 800 złotych. Esterka drżała i traciła przytomność.

Pobiegłam do bankomatu i wyjęłam 150 funtów. Kupiłam dwa ostatnie bilety na samolot. Pan zatrzymał je dla nas. Pieniędzy wystarczyło na styk.

Lot dnia następnego był zapewniony, ale jak przetrwać noc na zimnym lotnisku? Esterka czuła się fatalnie. Kości i trzustka bardzo dokuczały. Usiadłyśmy na krzesłach, a Esterka położyła mi głowę na kolana. Gładziłam ją po peruce i modliłam się. W plecaku miałam swoją Biblię. Czytałam córce Psalmy. Zasnęła. Tuliłam ją bo miała drgawki i skoki temperatury. Znowu się modliłam i tak przez całą noc. Następnego dnia była bardzo zdziwiona, że tak pięknie wypoczęła. „Mamusiu co mi dałaś, że tak dobrze się czuję?” – spytała. Rozpłakałam się. Córeczko to Pan Jezus cię ratuje. Ja tylko się modliłam.

Tak dotrwałyśmy do czasu odlotu naszego samolotu. Dzięki Najwyższemu dotarłyśmy do Polski. Po trzech przesiadkach w środku nocy znalazłyśmy się w domu. Rano zawiozłam córkę do umówionego wcześniej szpitala na odtrucie. Przyjęła pierwsze kroplówki. Teraz czeka ją terapia w chrześcijańskim ośrodku w Łękini koło Koszalina. Pan Jezus pomógł załatwić roczny pobyt dla niej.

Ratowanie córki z Anglii trwało 3 dni. Tylko Pan Jezus potrafi dokonać cudu tam gdzie wszystko inne zawodzi, tam gdzie jest tylko rozpacz. Gdy się pokłada całą ufność w Nim – ON DZIAŁA, RATUJE I DOKONUJE RZECZY NIEMOŻLIWYCH.
Opisałam cud, którego w ciągu 3 dni dokonał Pan Jezus podczas, gdy ja przez 6 lat walczyłam bezskutecznie. Jak nie kochać takiego Pana? Dziękuję Jemu z całego serca, że uratował moją córkę.

Elżbieta

Autor artykułu: Elżbieta

Dodane przez: Ewcysia | Opublikowano: 2011-09-19 | Kategoria: Nasze doświadczenia z Bogiem

Wyświetleń: 1568


Dodaj komentarz