Bezsenność

Na bezsenność się nie umiera. Umiera się przez bezsenność.

 

 
Według Światowej Organizacji Zdrowia, aż połowa populacji na świecie cierpi z powodu bezsenności lub jest nią zagrożona. Mówi się nawet o epidemii XXI wieku. Z roku na rok śpimy coraz gorzej. Mamy trudności z zasypianiem lub za wcześnie się budzimy, sen jest przerywany lub płytki, rano — a często i przez cały dzień — czujemy się zmęczeni. W 1996 r. do bezsenności przyznało się 29% Polaków, zaledwie cztery lata później — już 39%! Gorsza jakość snu oznacza gorszą jakość życia. Ludzie nękani bezsennością rzadziej awansują, mniej zarabiają, są bardziej podatni na depresję, mają kłopoty z pamięcią i koncentracją, częściej chorują i umierają z powodu udarów mózgu i zawałów serca, mają obniżoną odporność i zaburzenia hormonalne. Problemy ze snem mają nawet nastolatkowie! Dziesięć lat temu jedynie 5% młodych Polaków skarżyło się na bezsenność. Teraz aż co piąty ankietowany w wieku 15-19 lat co najmniej od roku ma kłopoty z zasypianiem, a 27% nie pamięta nawet, od kiedy nie dosypia — wynika z badań TNS OBOP przeprowadzonych na zlecenie kampanii edukacyjnej „Dobrze śpij — aktywnie żyj”. Tymczasem sen odgrywa ważną rolę w utrwalaniu wspomnień, co ma zasadnicze znaczenie w procesie uczenia się. Ponadto bezsenność w młodości sprzyja otyłości i cukrzycy w późniejszych latach, bo niedosypianie zakłóca metabolizm. Niewyspane dzieci są nadpobudliwe i cierpią na zaburzenia emocjonalne. Może stąd też, jak podejrzewają specjaliści, wzrost liczby bójek w polskich szkołach. Według psychiatrów, trudności z zasypianiem są pierwszym objawem coraz częściej występującej u nastolatków tzw. depresji młodzieńczej.
 
Tylko znikomy procent chorych szuka rozwiązania problemu u lekarza. Zresztą lekarze pierwszego kontaktu wciąż niewiele wiedzą o leczeniu bezsenności, skoro program nauczania medycyny obejmuje tylko dwa wykłady o śnie! Dla większości bowiem sen jest zjawiskiem biernym: wystarczy położyć się, wyciszyć, poczekać, a on sam przyjdzie. Tymczasem eksperymenty wykazały, że to nieprawda — w mózgu są ośrodki, które trzeba włączyć, by sen wywołać!
 
 
Wszystko przez Edisona
 
 
W ciągu doby dwukrotnie przekraczamy tzw. wrota snu, które oddzielają krainę czujności od krainy senności: około godziny 23, gdy otwierają się na oścież, i około 14, gdy ledwie się uchylają. W obu przypadkach odczuwamy rosnącą potrzebę snu. „Lekceważenie rytmu dobowego może mieć dla nas największe konsekwencje — tłumaczył w wywiadzie dla Magazynu Gazety (25.11.1999) dr Michał Skalski, który prowadzi Poradnię Leczenia Zaburzeń Snu przy Klinice Psychiatrycznej AM w Warszawie. — To, co się teraz wyprawia, nazywam gwałtem na rytmie okołodobowym. Wcześniej ludzie żyli zgodnie z naturą. 99% ludzi wstawało o wschodzie słońca, a kładło się o zachodzie. Wszystko zmieniło się wraz z wynalezieniem żarówki przez Edisona. Wyzwolone z okowów ciemności społeczeństwa zaczęły żyć 24 godziny na dobę”. Jeśli ktoś pracuje nocą, musi spać w dzień, tymczasem taki sen, z natury krótszy, odbija się na kondycji całego organizmu. Jak podkreśla dr Skalski, wiele osób już po pół roku pracy zmianowej ma kompletnie zrujnowane życie psychiczne i fizyczne. 
 
Wspólną cechą większości osób skarżących się na bezsenność jest to, że wskutek wielu nieprzespanych nocy wykształca się u nich nawyk niespania. Bezsenność sytuacyjna przekształca się więc w przewlekłą. Banalne z pozoru czynności, jak mycie zębów, ścielenie łóżka, zgaszenie światła, wyzwalają u zdrowego człowieka mechanizm aktywizujący sen. Ale u osób, które nie przespały kilku nocy z rzędu, ten sam wieczorny rytuał odpędza senność, bo źle się kojarzy — zamiast wypoczynku zwiastuje następną nieprzespaną noc. Jesteśmy zbyt spięci, by zasnąć. I tak zaczyna się błędne koło: więcej zdenerwowania, mniej snu. Z każdą nocą jest coraz gorzej.
 
 
Tabletki nie wystarczą
 
 
Bezsennością zagrożeni są zazwyczaj ludzie pedantyczni, stale kontrolujący swoje zachowanie, gesty, emocje. Wszelkie zmiany wywołują u nich napięcia, a te — trudności w zasypianiu. Wystąpienie zaburzeń snu jest bardziej prawdopodobne u osób żyjących w pośpiechu, wiecznie podekscytowanych. Ale i te opanowane nie są wolne od ryzyka w przypadku, gdy ich spokój jest okupiony wewnętrzną walką. 
 
Bezsenność częściej dotyka kobiety. Dlaczego? Bo dwa razy częściej cierpią na depresję, a bezsenność należy do jej podstawowych objawów. Ponadto trzykrotnie częściej niż mężczyźni chorują na zaburzenia lękowe (takie, które nie wynikają z konkretnego zagrożenia). Na ich sen mają też wpływ zmiany hormonalne. Sen kobiet wyraźnie zmienia się w cyklu miesiączkowym — poprawia się w jego drugiej połowie, gdy narasta stężenie progesteronu. Hormon ten, podobnie jak nasenne leki z grupy benzodiazepin, zapewnia sen, ale niezbyt głęboki, bez najbardziej wartościowego stadium snu wolnofalowego. 
 
Bezsenność pogarsza się z wiekiem — dotyka aż 90% ludzi po 60. roku życia. Co siódmy emeryt rozwiązania szuka w tabletkach nasennych. Należymy do grupy krajów o największym ich zużyciu. Kobiety sięgają po nasenne tabletki trzy razy częściej niż mężczyźni. Tymczasem po kilku tygodniach ciągłego stosowania leki te przestają działać, a potem pojawia się uzależnienie. Zresztą podobnie jak leki przeciwbólowe nie likwidują przyczyn bólu, tak te nasenne nie leczą bezsenności. Łagodzą tylko jej objawy.
 
Niektórzy sięgają po alkohol, ale to pozorny sprzymierzeniec — o ile może wspomóc pierwszą połowę snu, na pewno do góry nogami wywraca drugą. Szybciej uzależnia niż leki nasenne. Jeśli dziś rozpoczniemy walkę z bezsennością od lampki koniaku, to — jak przestrzega dr Skalski — po roku nie zaśniemy bez butelki „czystej”.
 
Bezsenność można wyleczyć, choć leczenie jest długotrwałe. Dlatego osoby mające problemy z zasypianiem (przekracza pół godziny) czy regularnie budzące się w nocy powinny szukać pomocy u specjalisty.
 
 
Tajemnicza hipnotoksyna
 
 
Aż trzy czwarte przypadków bezsenności ma podłoże psychiczno-emocjonalne. Nieprawidłowy sen jest pierwszym zwiastunem tego, że żyjemy zbyt szybko, zbyt nerwowo, że nosimy w sobie różne napięcia i lęki. Bezsenność mogą też wyzwalać choroby somatyczne: nadczynność tarczycy, bezdech, reumatyzm, rak, cukrzyca. Przyczynia się do niej zła dieta — brak żelaza i miedzi w pożywieniu, nadmiar kawy i herbaty, szczególnie po południu, alkohol czy cola. Rzadziej występuje czynnik genetyczny — mówi się wtedy o tzw. śmiertelnej rodzinnej bezsenności. Jest dziedziczna i atakuje kolejne pokolenia. Zaczyna się banalnie — od kłopotów z zasypianiem. Potem dochodzą inne dolegliwości: przyspieszone tętno, nadmierna potliwość, wzrost ciśnienia krwi. W końcu chory przestaje w ogóle spać, a po roku umiera. Mniej niż 5% przypadków stanowi tzw. bezsenność pierwotna, gdy trudno ustalić przyczynę zaburzeń, a pacjent skarży się na kłopoty ze snem „od zawsze”. Podejrzewa się, że winę ponosi tu niedostateczna aktywność ośrodka snu. 
 
Naukowcy twierdzą, że za zaburzenia snu odpowiada jakieś białko gromadzące się w stanie czuwania, które stopniowo „zatruwa” mózg (stąd nazwa — hipnotoksyna), czyniąc nas coraz bardziej sennymi. Zadaniem snu jest „odtrucie” mózgu. Rolę czujnika mierzącego stężenie hipnotoksyny miałby pełnić ośrodek snu. Permanentnym niedoborem tego białka naukowcy tłumaczą niektóre przypadki bezsenności. Sęk w tym, że mimo prawie stuletnich badań nad tajemniczą hipnotoksyną i milionów dolarów wydanych na jej wyekstrahowanie, do tej pory jej nie znaleziono. Przekonanie o istnieniu „trującego” białka sięga XIX wieku, gdy pewien angielski badacz przeprowadził swoisty eksperyment. Przez kilka nocy z rzędu biegał po londyńskich parkach ze sforą psów. Kiedy zwierzęta padały ze zmęczenia i niewyspania, pobierał od nich płyn mózgowo-rdzeniowy i wstrzykiwał innym — wypoczętym psom. Te natychmiast zasypiały. Świat naukowców już kilkakrotnie ogłaszał sensację: mamy hipnotoksynę! O takie działanie podejrzewano najpierw serotoninę, potem czynniki tajemniczo określane jako S, SPS, DISP, w końcu melatoninę. Ale odkrycie tego fizjologicznego środka nasennego wciąż przed nami. Jak sądzi wielu, byłoby to odkrycie na miarę Nobla.
 
 
Niebezpieczne skutki
 
 
Ludzie, którzy źle sypiają, w ciągu dnia są zmęczeni i w związku z tym mniej wydajni, a czasem niebezpieczni — częściej popełniają błędy. Po siedemnastu godzinach czuwania kierowcy są tak „pijani” z niewyspania, jakby mieli pół promila alkoholu we krwi. Podejrzewa się, że połowa śmiertelnych wypadków drogowych związana jest z brakiem dostatecznie długiego snu. Ryzyko wypadku przy pracy kogoś, kto niedosypia, jest czterokrotnie większe. Czarnobyl, Three Mile Island w USA, Union Carbide w indyjskim Bhopalu, prom „Heweliusz” — wszystkie te katastrofy wydarzyły się w nocy lub nad ranem. Jak podkreśla dr Skalski, to nie przypadek: każda była splotem kilku czynników, które za dnia byłyby ocenione inaczej. Osoby mające zażegnać niebezpieczeństwo, jeszcze je potęgowały, zmagając się i z problemami, i z falą ogarniającej je senności. Śledztwo NASA wykazało, że za wypadek wahadłowca Challenger, który eksplodował tuż po starcie, był odpowiedzialny pracownik, który nie zgłosił w odpowiednim czasie uszkodzenia. Okazało się, że przez ostanie trzy dni spał jedynie po dwie godziny na dobę. Brak snu prowadzi bowiem do zaburzenia pracy umysłu i nie pozwala właściwie reagować na zaistniałą sytuację. 
 
Jak niepokojąco zauważa w swej książce „Czarowny świat snu” Peretz Lavie, los milionów spoczywa dziś w rękach ludzi, którzy pracują na nocnych zmianach w przemyśle nuklearnym i energetycznym.
 
 
 
 
Katarzyna Lewkowicz-Siejka
 
 
 
 
 
 
 
 

Autor artykułu: Katarzyna Lewkowicz-Siejka

Dodane przez: Ewcysia | Opublikowano: 2012-09-06 | Kategoria: Czytelnia

Wyświetleń: 1784


Dodaj komentarz